sobota, 24 czerwca 2017

Od Juliett Cd Damon

Stanęłam przed chłopakiem i przyjrzałam się ranie na jego głowie. Niewielkie zadrapanie, taa...
Rozciął sobie całe czoło i twierdzi, że nic się nie stało.
- Chodź - wymamrotałam pomagając mu utrzymać równowagę na nogach. Naprawdę ostro przywalił o to drzewo.
- Dam sobie radę - uśmiechnął się i spojrzał na mnie nieobecnym wzrokiem. Po chwili zachwiał się i omal się nie przewrócił, ale na jego szczęście stałam tam ja.
- Idziemy do Plastra - pociągnęłam o za sobą, ten jednak dalej stał jak wryty w tym samym miejscu.
- Co to jest?
Serio? Pyta się co ( a raczej kto ) to jest plaster?
- Zobaczy czy wszystko z tobą w porządku. Albo ze mną idziesz albo cię tu zostawię i będę miała w głębokim poważaniu to, co się z tobą stanie. To jak?
- Zabrzmiało groźnie. - zaśmiał się, a ja poczułam, jak ze zdenerwowania zrobiło mi się gorąco - No już idę, nie piorunuj mnie tak wzrokiem.
Ruszyliśmy w stronę chaty Lydii, która o tej porze powinna tam być.
- Lydia? - zerknęłam do środka licząc, że wewnątrz zastanę dziewczynę.
-Jestem! - jej głos dobiegł zza ściany. Co ona tam do purwy robi? Świeżak zaraz zemdleje i powali mnie swoim cielskiem, a wtedy zamiast jednej ofiary będą dwie.
- Ruszaj się, świeżak przywalił o drzewo i mocno krwawi - uderzyłam pięścią o ścianę.
No cóż, trudno. Nie czekając dłużej na szanownego plastra podprowadziłam Damona do łóżka i pomogłam mu się na nim położyć.
- Umieram - jęknął wyciągając ręce przed siebie.
- Serio, ostro przydzwoniłeś o ten pień - westchnęłam ciężko.

Damon? Taa, trochę poczekałam xd Wybacz, że takie słabe, ale aktualnie mam bezwen xd

niedziela, 11 czerwca 2017

Od Damona cd Juliett

Przyjrzałem się uważnie dziewczynie po czym wzruszyłem ramionami. Nie wiem jak znalazł się tu koń ale cóż. Nie mi to rozkminiać...
- W sumie... skoro hodujecie tam zwierzęta... To czemu "Mordownia" a nie "Hodowla" czy coś... milej brzmi i nikt nie spróbuje się tam zabić...- stwierdziłem idąc za nią rozglądając się uważnie.
- Wiesz jeszcze nikt nie próbował się tam zabić- uśmiechnęła się
- Zawsze musi być ten pierwszy raz - zaśmiałem się
- To była jakaś sugestia? - spytała
- A miała to być sugestia? Bo wiesz mogę poszukać ochotnika - wzruszyłem ramionami robiąc przy tym minę niewiniątka.
- Znając życie prędzej się zgubisz - zachichotała
- Z grzeczności nie zaprzeczę - odparłem udając poważnego co mówiąc szczerze nie wyszło mi za dobrze... Juliett tylko się roześmiała i zaczęła oprowadzać mnie dalej. Mimo, iż było dużo do zapamiętania nie musiałem się skupiać na tym co ona mówiła. Taki tam wrodzony talent do zapamiętywania. Zacząłem zastanawiać się jak ja się nazywam. No bo hallo! Ja nawet nie pamiętam jak się nazywam a to nie wróży za dobrze. Cały czas podążałem za dziewczyną rozglądając się i zapamiętując charakterystyczne rzeczy dla danego miejsca... Tak się zamyśliłem, że nie zauważyłem drzewa co nagle wyrosło przed moją zacną osobą ... a może ono na serio tam nie stało? Z resztą... mało ważne. Ważne jest to, że zaryłem w owe drzewo. Z jękiem poleciałem na ziemię i dotknąłem czoła. Zerknąłem na palce i ponownie wydałem z siebie jęk. Na palcach zobaczyłem krew.
- Nic ci nie jest? - spytała Juliett podchodząc bliżej. Spojrzałem na nią i widząc jej minę mimo woli się uśmiechnąłem.
- Nic się nie stało... to tylko niewielkie zadrapanie... - odparłem wstając z ziemi

Juliett?
<Wybacz, że czekałaś ale byłam na wyjeździe :P >

sobota, 22 kwietnia 2017

Od Belli do Virginii

Czując zimny chłód, który z każdą sekundą narastał szczypiąc delikatnie moje policzki próbowałam jakoś ogrzać, chociażby swoje drobne zziębnięte dłonie chuchając w nie. Siedząc w jednym z rogów opierając się plecami o zimne kraty ostrożnie próbowałam zdobyć zaufanie zwierzęcia, które od razu zaczęło się ocierać pyskiem o moje ramię domagając się uwagi. Nie wiem czemu, ale zdawało mi się, że już kiedyś widziałam te same brązowe oczyska wpatrujące się we mnie z najwiarygodniejszym zaufaniem, ale to był tylko ułamek całej układanki znajdującej się w mojej głowie pełnej najróżniejszych sekretów do których, ja sama nie mam dostępu.
Nagle winda się zatrzymała - mogłam usłyszeć czyiś głos, a odnośne stuknięcie czymś mogło oznaczać tylko jedno. Górna metalowa część windy, przypominająca dwie ogromne klapy, została otwarta przez kogoś ukazując bezchmurne błękitne niebo. Wschodzące słońce oświetlało płynnym kolorem najróżniejszych odcieni złotego koloru wnętrze windy rzucając w niektórych miejscach cienie. Zaciągnęłam się świeżym powietrzem nierówno wypuszczając je następnie przez usta próbując się trochę uspokoić - serce waliło mi tak szybko, że mogłam dosłownie słyszeć jego kolejne bicie. Nie czując już przy sobie tej miękkiej, jak i gęstej sierści zaczęłam się rozglądać aż napotkałam intensywnie niebieskie tęczówki osoby, przy której stał już czworonóg ostrożnie zapoznając się z nią. Ta tylko spojrzała się na niego pozwalając sobie bez żadnych wątpliwości podrapać go za uchem. Seth, z zadowoleniem znów wrócił do mnie szturchając mnie w ramię swoim nadzwyczajnym czarno-różowym nosem. Delikatnie przejechałam dłonią po jego złocistej sierści.
-Jestem Robin.- usłyszałam kobiecy głos najwidoczniej mówiący do mnie.- Potrzebujesz jeszcze chwili?- zapytała się lustrując mnie swoim ciekawskim wzrokiem.
-Nie, dam jakoś radę.- odpowiedziałam próbując zrozumieć chociażby cokolwiek z tej kto sytuacji co by mi powaliło na dalsze analizy.- Bella, Bella Lodge.- dodałam po chwili przedstawiając się z lekkim uśmiechem na ustach który zszedł z mojej twarzy na samą myśl, że jedynie co mi pozostało z przeszłości to moje imię, nazwisko i czworonóg. Z niewielką pomocą wydostałam się z tej windy a wraz ze mną Seth, który od razu zaczął obskakiwać dziewczynę dookoła radośnie merdając swoim ogonem. Rozglądając się dookoła nie mogłam zrozumieć dosłownie niczego - wysokie kamienne ściany otaczały nas a tylko z jednej strony było tak jakby wyjście. Nie wiem czemu ale nagle zaczęło mi się kręcić w głowie, może było to spowodowane przez klimat jaki tutaj panował - słońce dosłownie raziło moje nieprzyzwyczajone oczy do takiego światła, cóż nie ma co się dziwić jak przebywałam nie wiadomo ile długo w ciemnościach, a ciepło pogarszało jedynie tą sprawę powodując że robi mi się co raz słabiej.

~**~

-Nie rozumiem.- szepnęłam dość cicho, praktycznie sama do siebie, wpatrując się w drewniany sufit który nadzwyczajnie wydawał mi się dość ciekawy niż kiedykolwiek.
-Kiedyś zrozumiesz jak my wszyscy.- odpowiedziała tak jakby dając znać, że tak naprawdę nikt nie wie dlaczego tutaj się znajdujemy, chodząc po pomieszczeniu powodując, że podłoga trzeszczała złowieszcze co kolejny krok. Nie odpowiedziałam, leżałam jedynie na łóżku próbując jakoś poukładać wszystko w mojej głowie tak abym mogła chociażby zrozumieć jeden szczegół, który wyjaśnić mi próbowała brunetka. Nic nie miało jakiegokolwiek sensu przynajmniej teraz, mogłam tylko mieć nadzieje że z czasem może coś zrozumiem.
-Muszę jeszcze tutaj leżeć?- zapytałam się spoglądając na niebieskooką która stała przy oknie uważnie przyglądając się wszystkim na zewnątrz.- Niepotrzebnie tutaj leżę, czuję się już lepiej.- dokończyłam stanowczo aby przekonać swoimi słowami Robin.
-Sama słyszałaś co mówił lekarz.- odpowiedziała tak jakby dając mi znać że nic z tego.
Cicho westchnęłam, może i zemdlałam ale to i nie powód aby leżeć tutaj pół dnia marnując cenny czas na dodatek byłam zbyt ciekawa jak wszystko tutaj funkcjonuje, i czy jest jakieś wyjście z tego oto miejsca w którym się znajdowałam.

<Virginia? sama mam okropny brak weny więc :c>

piątek, 21 kwietnia 2017

Od Virginii do Belli

Kolejny dzień dostawy i dotrze do nas kolejny Njubi. Na początku drażnił mnie napływ świeżego mięsa, ale z czasem zaczęłam dostrzegać, że ma to sens. Żeby wszystko funkcjonowało jak należy do Strefy musieli przybywać nowi ludzie, napędzając miejscową gospodarkę. Spojrzenie dość przedmiotowe, ale zazwyczaj się sprawdzało. Jeśli każdy znał swoje miejsce i zależny od niego obowiązek, wszystko funkcjonowało jak należy.
- Robin! - przewróciłam oczami na widok Alexandra, który biegł w moją stronę ze swoją rozwianą czupryną.
- Czyżbyś znowu coś znalazł? - burknęłam niezbyt grzecznie, schylając się, żeby z mniejszym trudem zawiązać sznurówki ciemnych adidasów. Kiedy się podniosłam, zauważyłam, że chłopak przygląda mi się z uśmiechem.
- Nic nowego - potrząsnął szybko głową, łapiąc mnie za rękę, którą szybko mu wyrwałam.
- Idź sobie macaj inne Streferki - moje prychnięcie tylko go rozbawiło.
- Może później - mruknął i już miał dodać coś jeszcze, ale rozległ się ostry dźwięk syreny, sygnalizujący dotarcie Pudła, a wraz z nim Świeżaka. Odgłos był okropny, a w połączeniu ze skrzypieniem zardzewiałych mechanizmów sprawiał, że na samą myśl o nim zaczynała boleć mnie głowa. Spojrzałam na bruneta i niemal w tej samej chwili rzuciliśmy się w stronę windy towarowej, która właśnie zrównała się z poziomem podłoża Strefy. Jak miałam w zwyczaju, przepchałam się przez tłum ludzi, tłoczących się wokół Pudła i po otwarciu klapy przyjrzałam się siedzącej w rogu dziewczynie. A dokładniej dziewczynie i psu, dużemu owczarkopodobnemu stworzeniu, które tuliło się do Njubi.
Z niewielką pomocą Alexandra, zeskoczyłam do środka, ostrożnie podchodząc do brunetki i jej zwierzaka. Nie wyglądał na groźnego, ale nauczyłam się mieć szacunek do czworonogów.
- Cześć, wszystko w porządku? - przechyliłam głowę, lustrując wzrokiem jej osobę. Pies po chwili wahania podszedł do mnie, z ciekawością obwąchując moje spodnie, dlatego podrapałam go za uchem.
Skinęła głową, wciąż oszołomiona po jeździe.
- Jestem Robin - uśmiechnęłam się, czując nagły przypływ sympatii do właścicielki psiaka. - Potrzebujesz jeszcze chwili?

Bella? Nie zabij mnie, przepraszam, że tylko tyle ;d

czwartek, 20 kwietnia 2017

Od Virginii do Alexandra

- Mnie się nie dotyka - prychnęłam z wyraźną irytacją, mierząc wzrokiem nowo przybyłego. Na pierwszy rzut oka wydawał się być idealnym kandydatem na zwiadowcę, ale głupio byłoby od razu zaoferować mu najlepszą posadkę. Najpierw przemęczymy go przez wszystkie. Kolejne zdanie powiedziałam ciszej, ale tak by Alexander je usłyszał. - Cholerni Njubi.
- Njubi to nowy tak? - połapał się, a mnie pozostało tylko skinąć głową, żeby zaspokoić jego ciekawość. Błagam, zaraz zawołam kogoś, żeby się nim zajął. Jeszcze nigdy nie byłam niezadowolona ze świeżaka, sam jego widok sprawiał, że miałam ochotę komuś przywalić.
W dodatku prześladowało mnie przeświadczenie, że znam tego bruneta. Te piwne, głębokie oczy i iskrzące w nich rozbawienie i ten wyraz spokoju na jego twarzy.
Alex najwyraźniej zauważył, że się w niego wpatruję i odchrząknął znacząco. Na jego ustach błądził półuśmiech.
- No więc tak - wzięłam głęboki oddech, splatając przed sobą dłonie i odwracając się w stronę bruneta. - Idź do kuchni coś zjeść, przyjechałeś dość późno i nie dam rady cię oprowadzić.
Uniósł brew, rozglądając się dookoła.
- Kuchnia, kuchnia, kuchnia... - mruczał, patrząc na mnie bezradnie.
Westchnęłam.
- Chodź za mną - pociągnęłam go za rękę, nie siląc się na jakąkolwiek delikatność, acz chłopak nie wyglądał, jakby coś go bolało. Kierując się w stronę zabudowań tworzących Bazę, rozglądałam się dookoła, obserwując Streferów wyciągających zaopatrzenie z Pudła. Kilka osób zanosiło jedzenie do kuchni, inni znosili ubrania do kwater. Każdy znał swoje zadanie i to najbardziej rzucało się w oczy.
Znalazłszy się w pomieszczeniu jadalnianym, ruszyłam w stronę lodówki, by pod nieobecność Mallory, wyciągnąć stamtąd żywność. Cóż, zawsze zostawiała co nieco, doskonale wiedząc, że i tak zniknie. Jednak za każdym razem uznawała za stosowne wyżyć się na Bogu ducha winnym przechodzącym Streferze.
- Wolisz sałatkę ziemniaczaną czy kiełbasę z cebulą? - obróciłam się w stronę chłopaka, siedzącego przy jednym ze stołów.
- Sałatka - odpowiedział niemal bez wahania, dlatego nałożywszy porcję na talerz, podałam mu naczynie. Sama również skusiłam się na zapiekankę, skubiąc ją bezmyślnie. - Skoro i tak siedzimy, trochę ci opowiem. Te mury z dziurami to Labirynt. Otacza całą Strefę, czyli to wielkie pole na którym jesteśmy. Wrota - wskazałam na wolną przestrzeń - zamykają się co noc, chroniąc nas przed wszystkim upiornościami tejże plątaniny korytarzy. Głównie chodzi mi o Buldożerców, ale kto wie co jeszcze tam siedzi. Ale mimo pory nigdy pod żadnym pozorem nie wchodź do środka.

Alexander? Wybacz, że tak krótko.

środa, 19 kwietnia 2017

"You have nowhere to go, abandon all hope You have nowhere to hide from the monster inside I know my demons all too well Nothin' left to do but fight like hell"

wizerunku użyczyła Effy Stonem

Imię: Jej imię nadane przez rodziców stanowi dla niej sekret, tak jak i samo nazwisko. Wykłócanie się jednak z jednym z pracowników DRESZCZ'u spowodowało, że całkowicie przez przypadek nazwał ją Riley. Potem dopowiedziano zmyślone nazwisko, jakim jest Loftwood. Tak więc powitajny Riley Loftwood! 
Pseudonim: Większość znanych jej osób używa jej prawdziwego imienia, może dla tego iż nie bardzo widzi jej się skracanie tak krótkiego słowa. A jednak ktoś wpadł na pomysł, by zwracać się do niej Rei.
Płeć: zdecydowanie kobieta 
Data urodzenia: 6.03.2210 (19 lat)
Pochodzenie: Pochodzi z Meksyku, z miasta objętego niemiłą sławą.
Relacje: 
Kendall Loftwood - Matka Riley, w sumie sama nie wie dla czego matka ją tu wysłała. Może zwyczajnie chciała się jej pozbyć?
Lennon Loftwood - Ojciec, który był dla niej jak i ojciec, oraz matka. Zajmował się nią jak najlepiej, dawał jej miłość. Od momentu kłótni z nim, już więcej go nie zobaczyła. 
Logan Frerrei - Jest osobą, która była ważna w jej życiu. Osoba, która ją pokochała a następnie zniknęła za pośrednictwem DRESZCZ'u. Jedyne co po nim pozostało, to mały wisiorek z sercem.
Głos: Fleurie
Aparycja: Rei należy do osób o niskim wzroście, ma coś koło 1.67 cm. Często mówiono jej, że jest niska ale "niebezpieczna" co wprawiało ją w śmiech ze względu na jedną, małą sprzeczność w odczuwanie przez nią emocji. Odziedziczyła wzrost po mamie, tak jak i długie, ciemno brązowe włosy. W dotyku zawsze są miękkie i grube, co czasem jest prawdziwym utrapieniem. Wspominając sobie jej twarz, mogłaby rzec że są wręcz bliźniaczkami, różniącymi się poglądami i ogólnym charakterem. Lekko zadarty nos i średnie usta wpasowują się w jej bladą skórę i czerwone poliki. Ale coś po ojcu jej zostało, a są to oczy. Gdyby tak się przyjrzeć, przypominają morskie fale. Ta niebieska głębia wręcz przyciąga wzrok, a białe prześwity i niegasnące iskierki sprawiają wrażenie jakby miały zabić swoją urodą i tajemniczością. Jej zęby są białe, i proste, często ujawniają się przy szerokim uśmiechu.
Szczerze mówiąc, nigdy nie zaliczała się do przesadnie chudych modelek, ale uważa że jest w sam raz. A przynajmniej tak wmawia i sobie i innym, a tak na prawdę boi się reakcji innych gdy założy kostium kąpielowy bądź jakiś krótki top. Zawsze mówiono jej, że ma idealne ciało...jednak dla niej było inaczej. Posiada na nim kilka ozdób, w postaci małej wielkości tatuaży, a także kilka blizn z przeszłości. 
Charakter: Riley uchodzi za "ducha". To jej określenie, gdyż potrafi poruszać się bezszelestnie, cicho, oraz znikać w mgnieniu oka. Należy do samotników, którzy chcą robić wszystko po swojemu. Jednak obdarzona jest także bezpośredniością, która pomaga jej w kontaktach z ludźmi, którym jasno mówi czego oczekuje, jeśli ma pracować z kimś, choć nie ukrywa że woli skupiać się w samotności i spokoju. Zorganizowana z niej osoba, która stara się wkładać całe swoje serce w to, co robi. Można powiedzieć że ma swoje pasje, a czasem nawet zachowuje się jak dziecko. Usprawiedliwia się jednak tym, że w tym całym labiryncie czasem trzeba odreagować. Tutaj poznajemy jej zmienność. Z cichej istoty jaką jest, potrafi zmienić się w znakomitego komika. Umie się bawić, oraz cieszyć z małych rzeczy. Zaskoczyć cię? nie jest marzycielką, a realistką. Zna podłość świata i stara się myśleć trzeźwo i racjonalnie. Przy poznaniu się, często ludzie zrażają się po pierwszym zdaniu wypowiedzianym w ich kierunku. Brunetka uważa że nikt nie jest jej potrzebny do szczęścia, dla tego stara się spławić każdego kto choć tylko się zbliży. A z drugiej strony, czasem sama potrafi podejść i zagadać, umie być nawet miła! Więc jej nastawienie zależy już od humoru. Często z jej uczuciami są problemy, gdyż mimo iż na zewnątrz jest twarda, nieugięta i wydaje się pozbawiona uczuć, w środku wszystko strasznie przeżywa. Stara się jak może, by nie wyszło to na światło dzienne, jednak tylko przy nieznajomych...lub tych, do których nie ma zaufania. Jesteś z nią blisko? chętnie wypłacze ci się w ramiona. Mimo jej dziwnego charakteru, da się z nią dogadać, ale najpierw trzeba się do niej przyzwyczaić, oraz do jej...czasem dziwnych przemyśleń, pomysłów.
Umiejętności: Jej najmocniejszą stroną jest stoicka cierpliwość. Potrafi godzinami siedzieć w ciszy, bez najmniejszego ruchu, co pozwala jej pozostawać niezauważoną. Panika nie leży w jej naturze, ale gdy trzeba, potrafi szybko biegać mimo niskiego wzrostu. Potrafi też umiejętnie posługiwać się wszelkimi rodzajami bronią, oraz ma dobry cela, co pozwala jej szybko wyeliminować przeciwnika czy też odwrócić jego uwagę. 
Orientacja: ---
Partner: Miała...boi się, że następna miłość także zostanie jej odebrana.
Historia: Pamięta tylko prześwity, jednak te które są w jej głowie zupełnie jej wystarczają.
Ciekawostki: 
*Zna po trochu kilka języków, wyuczonych przez wymagającą matkę, gdyż uznała że jej dziecko musi umieć dogadać się z innymi ludźmi, niekoniecznie mówiących po angielsku czy polsku. 
*Zna się na broniach, a widząc przed oczyma mundur wojskowy, oraz czarną APM50 Co2, kmini że to z wojsko nauczyło ją posługiwania się bronią, maskowaniem oraz wyćwiczyło u niej celność.
*Jej odruchem przy denerwowaniu się, jest przygryzanie wewnętrznej części policzków.
*Posiada psa. Jest to spory, czarny noc wilczur o także ciemnych oczach.
*Panicznie boi się dużych głębokości. Widok ciemnej, czarnej głębi wywołuje u niej panikę. 
Inne zdjęcia: --
Sterujący/Kontakt: Howrse- LovePinto / Doggi- FollowMyDemons

niedziela, 16 kwietnia 2017

Wesołych Świąt!

Składamy Wam najlepsze życzenia z okazji Świąt Wielkanocnych! 🐣 Smacznego jajka, dużo prezentów od Zajączka 🐰, przemokniętego poniedziałku oraz hektolitrów weny!❤️

~życzą Alex i Robin ^^

piątek, 14 kwietnia 2017

Od Marie Cd Jamesa

Wydęłam nieco wargi. To było trudniejsze pytanie niż mogłoby się zdawać. Nadal byłam wściekła i czułam, że jeśli czegoś z tym nie zrobię to go kopnę. A znając mnie kopnę go w ranę. Westchnęłam i powiedziałam zrezygnowanym tonem:
- Będę na ciebie czekać przy sadzie, ogay? - James wzruszył ramionami.
- Jak chcesz. - stwierdził i skierował się do Plastra. Ja natomiast poszłam do sadu. Dokładniej mówiąc do mojego ulubionego drzewa w sadzie. Była to potężna wiśnia, która o tej porze roku pachniała po prostu bosko. Wspięłam się na gałęzie i oparłam się o pień. Jestem już zmęczona tym wszystkim. Tym całym Labiryntem, Żukolcami, czy jak im tam... A najbardziej wkurza mnie ten brak pamięci! Czuję, że powinnam pamiętać coś bardzo ważnego, ale nie wiem co! Ugh! Oparłam głowę o korę. Spojrzałam na liście i westchnęłam smutno. I po co te nerwy? Przecież i tak tym nic nie wskóram... Tylko się niepotrzebnie wściekam i biję innych. Pewnie moi rodzice nie byliby ze mnie dumni... A zresztą... I tak ich nie znam. Nagle usłyszałam swoje imię.
- Marie! - spojrzałam w dół i zobaczyłam rozglądającego się Jamesa. Przewróciłam oczami i zeskoczyłam zgrabnie na ziemię. Dlaczego ludzie nigdy nie patrzą w górę?
- Hej. - powiedziałam i otrzepałam spodnie. James przyjrzał mi się w milczeniu. Kiedy na niego spojrzałam uśmiechnął się i spytał:
- To co? Kontynuujemy nasz spacer? - kiwnęłam głową. Odwróciliśmy się i oddaliliśmy się od drzewa. Po chwili zagadnęłam.
- Jak noga? - chłopak wzruszył ramionami i odrzekł:
- Lepiej. Skończyłaś już pracę? - zaśmiałam się krótko.
- Moja praca nigdy się nie kończy James. Mówię ci - zaraz przyjdzie Zack i będzie prosił o pomoc. Mam czasem wrażenie, że zastępuję mu matkę. - nagle poczułam coś w rodzaju bólu w okolicach brzucha. Zbladłam i położyłam rękę na tym miejscu. Czułam jakby czegoś tam... Brakowało. To uczucie minęło tak szybko jak przyszło. Potrząsnęłam głową i uśmiechnęłam się. James spojrzał na mnie zaniepokojony.
- To nic... Po prostu jestem trochę głodna. - zerwałam gruszkę z pobliskiego drzewa i wgryzłam się w nią. Tak to na pewno głód. Nie jadłam od kilku godzin. Spojrzałam na Jamesa, który uśmiechał się pobłażliwie.
- Musisz nieco bardziej uważać na siebie, skarbie. Nie chcielibyśmy, żebyś umarła z głodu, prawda? - posłałam mu mordercze spojrzenie.
- James, mój kochany kretynie, nie zamierzam się zagłodzić na śmierć. Prawda jest taka, że gdyby pewien osobnik nie powalił mnie na ziemię, zmierzałabym teraz do Patelni. - włożyłam w te słowa jak najwięcej jadu się dało. Nie odniosło to spodziewanego skutku, bo chłopak zachichotał.
- Nie ma za co, skarbie. - przewróciłam oczami. Śmiech Jamesa był jednak zbyt zaraźliwy, bo chwilę później zwijaliśmy się ze śmiechu.

<James, mój kochany ketynie? :D >

czwartek, 13 kwietnia 2017

Od Juliett Cd Damon

- Cóż za skromność - mimowolnie uśmiechnęłam się, podchodząc do krawędzi pudła. Mój wzrok powędrował w dół, gdzie aktualnie znajdował się nowy strefer. Nim się zorientowałam, ten zdążył wydostać się z windy i stał już między nami.
- Dobra, to zacznijmy może od tego, gdzie jestem? - zapytał.
Doprawdy, jego spokój mnie zadziwiał.
- W czymś w rodzaju labiryntu, z którego musimy się wydostać. Nie wiemy, kto nas tu wsadził ani w jakim celu. No, tak w skrócie. - odparłam wbijając wzrok w jakiś odległy punkt przed sobą.
- Ile już tu jesteście?
- Tyle miesięcy, ile nas jest. - odparł stojący za mną James.
Njubi rozpoczął gorączkowe liczenie nas, jednak chyba dopiero teraz dotarło do niego, że to nie żaden kawał. Wszystko można było wyczytać z jego spojrzenia.
- Dlaczego nic nie pamiętam?
- Nikt z nas nie pamięta nic, oprócz podstawowych czynności, takich jak mowa czy poruszanie się, oraz swojego imienia. Ja jestem Juliett. - wyciągnęłam swoją dłoń w kierunku nowego.
Wyglądał na zakłopotanego. No tak, jeszcze sobie nie przypomniał.
- To nic, przedstawisz nam się później, Njubi - uśmiechnęłam się przyjacielsko.
- Yui, oprowadzisz nowego? - tym razem zwróciła się do mnie Marie.
- Tak, chętnie. Dzisiaj nie biegnę. - odparłam, po czym ponownie przeniosłam wzrok na Świeżaka. - Oprowadzę cię po Strefie, wbrew pozorom można się tutaj zgubić.
Pozostali streferzy zdążyli się już rozejść, po środku placu pozostaliśmy tylko we dwójkę.
- Zaczniemy od Mordowni.
- Popełniacie tam samobójstwa czy co? - spojrzał na mnie zdezorientowany.
Na jego sugestię prychnęłam śmiechem.
- Nie, tam po prostu hodowane są zwierzęta. Zaraz obok jest ubojnia, oczywiście, nie wszystkie zwierzęta jadamy.
- Jakich na przykład nie?
- Na przykład mojego konia, Blueberry. Dzięki niemu szybciej przemieszczam się w labiryncie. - odparłam, a na wspomnienie karego ogiera uśmiechnęłam się mimowolnie. - Hm... można powiedzieć, że go sobie przywłaszczyłam. - kąciki moich ust uniosły się jeszcze wyżej.


Damon? Słabe strasznie, wena poszła na spacer... ;_;

Od Damona

Cichy i miarowy dźwięk przedarł się do mojego umysłu. Leżałem na podłodze w jakimś dziwnym pomieszczeniu. Otworzyłem oczy, ale nic się nie zmieniło. Dalej ciemność... Usiadłem i rozejrzałem się. Co prawda nie widziałem nic, jednak uszy wychwyciły ciche odgłosy zwierząt. Zastanowiłem się chwilę nad swoja sytuacją. Jest w cholerę ciemno, nie wiem gdzie jestem ani nic nie pamiętam...
-Ej dobra! To nie jest zabawne! Skończcie śmieszkować i uwolnijcie mnie- krzyknąłem sam nie wiedząc czy ktoś to usłyszy... Czy to na serio jest żart czy tym razem to coś innego. Zakląłem szpetnie pod nosem i wstałem. Byłem w czymś na stylu pudła... mała, dość ciasna przestrzeń a ja w środku... Zajebiście... Lepiej być nie mogło... Westchnąłem tylko i próbowałem sobie cokolwiek przypomnieć... Imię...wiek... albo najlepiej osobę, która mnie tu wsadziła bym mógł się potem zemścić... Ale nic z tych rzeczy. No bo po co mój mózg miałby pamiętać takie rzeczy?! Zirytowany kopnąłem w jakieś pudło i natychmiast tego pożałowałem. Promienisty ból rozlał się po mojej stopie powodując jej drętwienie. Przysiadłem i zacząłem rozmasowywać bolącą część ciała. Złość i irytacja tylko mi szkodzą... Nagle pudło zatrzymało się a sufit... który okazał się być czymś na wzór drzwi otworzyły się zalewając pomieszczenie falą światła.
- Kurna razi...- syknąłem zasłaniając oczy ręką.
- A czegoś się spodziewał po słońcu? - usłyszałem czyjś rozbawiony głos.
- Może tego, że da mi okulary przeciwsłoneczne i nie spali mi oczu? - mruknąłem próbując dojść do siebie po tym gwałtownym oślepieniu.
- Za pięknie by było... Ten kto nas tu wsadził nas nie lubi i utrudnia nam wszystko - odparł inny głos, tym razem kobiecy.
- Dlatego posłał mnie. By moja zajebistość wam pomogła - zaśmiałem się

Ktosiu? Opisz... Nie zmuszaj mnie do pisania ze sobą ;-;

wtorek, 11 kwietnia 2017

Od Sky

Leżałam z zamkniętymi oczami na... jakimś chłodnym podłożu. Moje uszy wypełniał miarowy huk oraz odgłosy zwierząt. Ostrożnie otworzyłam oczy i... praktycznie nic się nie zmieniło. Dalej nie widziałam nic prócz mroku co mnie otaczał. Ostrożnie usiadłam i wzięłam głęboki oddech po czym zaczęłam analizować fakty.
Znalazłam się w jakimś czymś. Sądząc po tym, że się poruszało najprawdopodobniej winda. Brak światła uniemożliwiał mi oceny wielkości windy ani co dokładniej było wokół. Ostrożnie wstałam i wybadałam ściany owej klitki w której się znalazłam. Była niewielka a sądząc po chłodzie ścian najpewniej metalowa. Znalazłam kąt i usiadłam w nim przymykając oczy. Odgłosy zwierząt nieco rozpraszały ale da się wytrzymać. Próbowałam sobie przypomnieć jak się tu znalazłam. Nic... dosłownie pustka w głowie. Nie pamiętałam nawet kim jestem ani gdzie jadę. Obawiałam się tego co mnie czeka. Nagle winda się zatrzymała. Otworzyłam szeroko oczy i zaczęłam wypatrywać Nieznanego. Przez szparę w suficie przebijały się promienie słoneczne. Odruchowo spięłam się i skuliłam w kącie gdy na zewnątrz usłyszałam głosy.
Ludzie... ludzie to zło... tylko... Dlaczego? Nie wiem, nie pamiętam. Jedyne co wiem, że nie wolno im ufać. Przygryzłam nerwowo wargę i przymknęłam oczy gdy ktoś otworzył wejście czy tam wyjście do mojego "więzienia".
- To dziewczyna! - usłyszałam czyjś głos. Z pod przymkniętych powiek próbowałam coś dojrzeć jednak promienie słońca padające na twarz skutecznie mi to utrudniały. Wzrok przyzwyczaił się już do światła więc zaczęłam przyglądać się owemu ktosiowi. Był to przedstawiciel płci męskiej. Wiek trudny do określenia... w sumie zawsze miałam z tym problemy...  Owy ktoś zeskoczył do pudła i zbliżył się do mnie.
- Hej. Jak się czujesz? - spytał. Cała momentalnie się naprężyłam i szybkim skokiem wydostałam się na zewnątrz, gdzie jak się okazało trafiłam z deszczu pod rynnę. Więcej ludzi... i wszyscy wpatrzeni w moją osobę. Rozejrzałam się i szybko dostrzegłam wyłom w okręgu innych. Wystrzeliłam jak z bicza w tamtym kierunku. Zwinnym unikiem ominęłam osobę, która chciała mnie złapać i pognałam szaleńczym sprintem przed siebie. Przede mną zaczął rosnąć las, do którego z wielką radością się zbliżałam. Za mną słyszałam krzyki i nawoływania, jednak nie zwracałam na to uwagi. Chciałam po prostu być sama... Jak najdalej od innych. Zaczęłam opadać z sił. Oddech miałam przyśpieszony i nierównomierny. Czułam że zwalniam, jednak nie mogłam dopuścić. Nie mogli mnie złapać... Nie mogli... Ostatnim zrywem przyśpieszyłam i dopadłam lini drzew. Zerknęłam przez ramię. Byli blisko jednak teraz to ja miałam przewagę - kryjówki... Przebiegłam jeszcze parę metrów i dopadłam drzewo. Szybko, drżąc cała zaczęłam się wspinać po jego gałęziach. Przysiadłam na jednej z wyższych i z urywanym oddechem spojrzałam w dół. Oni wciąż mnie wołali... wciąż szukali... Ale po co? Tego nie wiedziałam. I nie chciałam wiedzieć... Próbowałam uspokoić oddech, co z trudem mi się udawało. W dole zaczęłam dostrzegać sylwetki innych... Oby nikt nie spojrzał w górę.
- O co im chodzi... - szepnęłam cicho obserwując ich.

Ktoś? Coś? Tylko się nie pchać XD

poniedziałek, 10 kwietnia 2017

"Lepiej zaliczać się do niektórych, niż do wszystkich."


Cytat: "Lepiej zaliczać się do niektórych, niż do wszystkich."
Imię: Sky
Pseudonim: Bardziej jej imienia nie da się skrócić
Płeć: Kobieta
Data urodzenia: 11.02.2214 |19 lat|
Pochodzenie: Ameryka północna
Relacje: Sky lubi samotność, jednak jak już musi to raczej dogaduje się z innymi.
Głos: Allysa Reid
Aparycja: Ciemne brązowe włosy mniej więcej za łopatki.
Ciemno orzechowe oczy i delikatny zarys twarzy.
Dość delikatna sylwetka, przez którą jest tzw "niewiastą" (czyli nie ma jak się bronić), jednak stara się nadrabiać to szybkością, wytrzymałością oraz zwinnością.
Szczery i słodki uśmiech tym bardziej nadają jej cech typowej dziewczyny co nie da sobie rady z najprostszym zadaniem.
Charakter: Sky jest introwertykiem... woli samotność a jak już to towarzystwo 1 może 2 osób. Czerpie energię ze świata wewnętrznego, tj. uczuć, idei, wrażeń, myśli zanim coś zrobi lub powie. Korzysta z pamięci długotrwałej, przez co często ma uczucie „pustki w głowie” i może mieć problemy ze znalezieniem odpowiedniego słowa podczas rozmowy, lepiej radzi sobie z zadaniami wymagającymi skupienia uwagi, co sprawia że często jest wykorzystywana do zadań wymagających myślenia. Nie lubi rozmów „o pogodzie”, jak do niej zagadujesz wal prosto z mostu.
Pod wpływem wielkiego stresu zdarza jej się "zgłupieć". Czyli kompletnie nie ogarnia świata...
Ogólnikowo rzecz ujmując do Sky trudno dotrzeć, jest zamknięta i skryta. Nie lubi tłumów oraz większych grup. Niewiele się odzywa, co czyni ją doskonałym słuchaczem ale kiepskim mówcą. Zawsze postara dać innym dobrą radę. Dla wszystkich (no prawie... nie licząc potworów) jest miła i spokojna. Każdy znajdzie w niej oparcie i pocieszycielkę w trudnych chwilach. Jak się do niej dobijesz przez mur, który zbudowała wokół siebie odkryjesz miłą, zabawną i czułą dziewczynę, co dla przyjaciół zrobi wszytko.
Sky nie jest typem przywódcy. Jednak jako doradcę śmiało możesz ją wziąć. Wnikliwie analizuje sytuacje i rozważa każde możliwe wyjścia. Nigdy nie podejmuje pochopnych wniosków i nie ocenia innych po pierwszym spotkaniu. Potrzebujesz ciszy i spokoju, ale boisz się samotności? Wpadnij do niej... Sky nigdy nie zacznie rozmowy pierwsza.
Umiejętności: Sky dzięki swoim niewielkim rozmiarom jest szybka i zwinna jednak przez to i słaba. Jest świetną biegaczką ale na krótkie dystanse. Jest świetną akrobatką i potrafi się wcisnąć w naprawdę małe i ciasne miejsca.
Praca: Mapownik
Orientacja: Heteroseksualna
Partner: A kto ją zechce?
Historia: Nie pamięta.
Ciekawostki: Sky dosłownie boi się ludzi... ale nie pamięta dlaczego.
Sterujący/Kontakt: Lia x3 (Howrse)  LunaMoon122 (doggie)

"Zrań mnie mówiąc prawdę, ale nigdy nie pocieszaj kłamiąc"

Buźki użyczył Theo James.
Cytat: "Zrań mnie mówiąc prawdę, ale nigdy nie pocieszaj kłamiąc"
Imię: Damon. Po prostu Damon...
Pseudonim: Dam... lub Danonek... jednak za to drugie możesz oberwać
Płeć: Mężczyzna... Nie widać?
Data urodzenia: 04.05.2212 | 21 lat|
Pochodzenie: USA
Relacje: Heheh... Damon uwielbia towarzystwo i dobrą zabawę... Dogada się z każdym... no prawie. Wyjątek to osoby sztywne i bez poczucia humoru.
Głos: Sheppard
Aparycja: Damon jest dość wysokim (180 cm) facetem o ponurym wyglądzie. Twarde rysy twarzy i ciemne spojrzenie to coś, co na pierwsze wrażenie robi z niego ponuraka. Krótko ścięte włosy oraz delikatny zarost... Taaa Damon to typowy facet. Dość solidnie zarysowane mięśnie brzucha oraz bicepsów i tricepsów aczkolwiek bez przesady. Dam posiada szczery uśmiech. Jego oczy mają to do siebie, że zmieniają barwę (nie no... żart. Po prostu tak się wydaje...) pod wpływem emocji.
Charakter: Damon mimo ponurego wyglądu jest osobnikiem towarzyskim. Lubi pracować w grupie i poznawać nowe osoby. Uwielbia żartować i robić głupie figle... Jednak wie kiedy trzeba przestać lub z kim nie zaczynać. Zdarza mu się być ponurym jednak rzadko. Niemal wcale... Na nim można polegać. Jak się za coś bierze to robi to solidnie i do końca. Jest dyskretny jeśli idzie o tajemnice lub delikatne sprawy. Rzadko się denerwuje, jednak jak już tak się zdarzy lepiej trzymać się z dala bo Dam należy do wybuchowych i agresywnych osób jak jest wściekły. Na co dzień to jednak jest miły, odważny, zawzięty i pewny siebie. Nie jest typem adoratora. Jak któraś mu się spodoba powie to prosto z mostu i zaakceptuje każdą odpowiedź na wyznania miłosne. W związku bywa zaborczy (więc panowie nie zarywać do jego przyszłej dziewczyny...). Czuły, oddany i romantyczny... coś jak ideał typowej dziewczyny...
Umiejętności: Damon jest w miarę szybki i zręczny oraz bardzo wytrzymały. Jednak brak mu zwinności. Dość dobrze orientuje się w terenie oraz potrafi odnaleźć się w każdej sytuacji. Rzadko kiedy panikuje.
Praca: Oracz.
Orientacja: Hetero
Partner: Mry mry która chętna?
Historia: Yhm... za dużo mu w głowie grzebali... nie pamięta nic...
Ciekawostki: Damon boi się... myszy.
Sterujący/Kontakt: Lia x3 (Howrse)  LunaMoon122 (doggie)

Od Belli CD Virginii

Zapadła całkowita ciemność która nieustannie próbowała porwać ciche dźwięki wracając do mojego umysłu z co raz większą siłą niż kiedykolwiek. Szczerze mówiąc nie miałam jakich kolwiek szans a kolejna nieudana próba ucieczki by skończyła się wyrokiem śmierci. Pierwszy raz mogłam przyznać że to co właśnie zrobiłam było kompletnie nie przemyślane do końca - chciałam sprawiedliwości dającą mi wolność jak i pełne prawo do normalnego życia. Unormowania ich zasad do mojej jedynej prośby wydawało się dla większości moich analiz nie wykonalne. Aż do czasu kiedy ciemność wypełnił jasny odcień czerwieni ukazując wnętrze obiektu w którym przebywałam większość mojego czasu od ostatniego buntu, wszystko zrozumiałam. Właśnie w tej chwili wszystkie wspomnienia wróciły z wielkim bólem rozprzestrzeniającym się po każdej komórce mojego ciała które nie mogło już wytrzymać większego napięcia. Leżała tam cała sparaliżowana próbując rozpoznać obiekt w którym się znajdowała - pod plecami mogłam wyczuć zimną podłogę przypominającą mi jedynie o chłodnym powietrzu w zimę a ściany były zabezpieczone metalowymi piratami odbijającymi światło neonów. Wtedy doszłam do wniosku że znajduję się w niejakiej windzie, głęboko pod ziemią, o której tak wszyscy rozmawiali. Z zamyślenia przetrwało mnie delikatne szturchnięcie w ramię, od razu odwracając wzrok ujrzałam przed sobą ogromne zwierzę z wręcz złotą sierścią patrząc na mnie z niewyobrażalnym strachem w oczach. Niestety od tamtej chwili całość mi się urwało a przed oczyma miałam jedynie realistyczny sen o horrorze z przeszłości który teraz był jedynie rzeczywistością w postaci dreszcz'a. 

Obudziłam się przez ogromny ból dobiegający z górnej części ciała - razem zlewając się z wyczerpanie i bezsilnością był on trzy razy gorszy niż wcześniej. Czułam jakby ktoś bez żadnej czułości zażywać mi otwartą ranę na barku wyrządzoną przez strażników przy ostatniej próbie ucieczki.
-Krwawiłaś, musiałam to obejrzeć abyś przypadkiem nie zaraziła się czymś lub złapała jakąś poważną infekcję.- usłyszałem kobiecy głos dobiegający z niedaleka, lecz co sekundę mogłam usłyszeć jak ta oto sobą zbliżają się do mnie co raz szybciej. Z ciekawości powoli otworzyłam oczy lecz oślepiające mnie światło które leniwie się przedzierało przez okno uniemożliwiało mi to, przy następnej próbie ostrożniej powtórzyłam całość. Swoimi niebieskimi tęczówkami zaczęłam się rozglądać. Nade mną stała jakaś brunetka zbyt bardzo zajęta swoim zajęciem aby zauważyć że już wstałam - wyglądała na jedną z nas. Jedną różnicą było to że jej skóra była bardziej spalona niż u nas, przebywających przez cały czas pod ziemią z daleka od słońca. Nadal przyglądając się brunetce zauważyłam również że w lewej dłoni trzyma dość zakrwawioną szarą szmatką a jej mina wskazywał jedynie niepokój.
-Nie jest chyba aż tak źle?- syknęłam z lekko zachrypniętym głosem przy następnym kontakcie igły z skórą, próbując się skupić na czymś innym niż bólu.- Gdzie się teraz znajdujemy?- zapytałem się wypuszczając delikatnie powietrze przez usta aby trochę się rozluźnić.
-Lepiej się nie ruszaj bo będzie mocno boleć.- odpowiedziała dość stanowczo patrząc na mnie. Aż ode chciało mi się zadawać kolejne pytania dotyczące naszej lokalizacji.- Już kończę.- dodała po chwili zanim igła znów przebiła moją skórę.- A nie chcemy stracić kolejnego strefera tym bardziej po jego pierwszego dniu pobytu w labiryncie.- dodała mierzyć mnie chłodnym wzrokiem który przeżywał mnie aż na wylot. Nie mogłam zrozumieć jej nietypowego zachowania - pomagała mi, a wyglądała na niezadowolony z swoich działań. Nic nie rozmawiała a jak już coś powiedziała to jedynie były to odpowiedzi na moje pytania po których w moim umyśle się rodziły kolejne nowe pomysły na rozmowę nawet jeśli by trwała ona niesamowicie krótko. Zimne traktowanie innych osób wcale nie różniło się od mojego ale przynajmniej miałam jakieś poczucie humoru, może beznadziejne ale je miałam.
-Lekarzem to ty chyba nie jesteś.- rzekami z nutką sarkazmu wrednie się uśmiechający w stronę dziewczyny z widocznym bólem na twarzy który nie chciał opuścić mojego wyczerpanego ciała. Ta nawet nie zareagowała na moje słowa usiadając na drewniane krzesło obok łóżka na którym właśnie leżałam. Widocznie zbytnio nie interesowała jej moja osoba bo ostatecznie zaczęła czytać jakąś starą książkę pokrytą kurzem z nie zbyt zadbają czerwoną okładką.
-Przepraszam że ci przeszkadzam ale jak tutaj trafiłam? Gdzie się teraz znajdujemy? I kim do cholery jesteś?- co każde kolejne pytanie mój głos stawał się co raz głośniejszy a frustracja na samą myśl o tym że nie dostanę odpowiedniej odpowiedzi zaczęła przejmować nade mną kontrolę. Nie wytrzymywałam chciałam dostać satysfakcjonującą odpowiedź ale patrząc na brunetkę wiedziałam że jej nigdy nie dostanę. Ta cała sytuacja zaczęła mnie przerasta nie tylko fizycznie a psychicznie - próbowałam wszystko sobie jakoś ułożyć w tych skłębionych myślach lecz to jest jak układanie puzzli do których nie ma nawet pasujących części. Nic nie pasowało jedynie teoria na temat dreszcz'u i ich planów dotyczących tak zwanych labiryntów. Z tego całego myślenia wyrwało mnie głośne dyszenie zmierzające w moją stronę - był to złoto włosy czworonóg z czarnym pyskiem który tak samo jak ja znajdował się w windzie. Delikatnie przeczesałam jego sierść opuszkami palców na karku aby następnie zacząć drapać to wielkie psiaki pod pyskiem.
-Przestraszyłeś mnie wcześniej.- szepnęłam z uśmiechem zakładając kosmyk ciemnych włosów spadających mi na twarz za ucho.

<Virginia?>

niedziela, 9 kwietnia 2017

''To prawda, że często nie można odzyskać tego, co się kiedyś miało, ale można zamknąć ten rozdział i zacząć od nowa.''


 Cytat: ''To prawda, że często nie można odzyskać tego, co się kiedyś miało, ale można zamknąć ten rozdział i zacząć od nowa.''
Imię: Bella Eir Lodge // Od młodszych lat wmawiano jej, że nadzwyczajnie odziedziczyła imię Elizabeth Nadia i nazwisko Lodge po swojej prababci, ale to były zwyczajne kłamstwa noszące wraz ze sobą konsekwencje związane z przyszłością. DRESZCZ nadał jej imię podobne do tego sprzed Zatarcia, czyli Bella a jedyną różnicą jest jej drugie imię Eir.
Pseudonim: Nikt nie używa jej prawdziwego imienia z tego względu, że sama Elizabeth za nim zbytnio nie przepada, więc zazwyczaj jest po prostu nazywana jako Betty. Co do jej drugiego imienia nigdy jego nie używa, a tym bardziej nie pozwala innym nim się posługiwać na co dzień.
Płeć: Jak można zauważyć jest przedstawicielką płci pięknej więc jest kobietą.
Data urodzenia: 18 maja 2115 // Przyszła na świat osiemnaście długich lat temu. A los chciał, aby swoje urodziny świętowała co rok w tym samym dniu co jej starszy brat bliźniak, osiemnastego maja. Poza tym to tylko nic nie znacząca, jak i nieważna liczba.
Pochodzenie: Stany Zjednoczone, Los Angeles.
Relacje: Nic nie pamiętała, ale po dłuższym czasie pamięć wracała z nowymi imionami członków jej rodziny i co raz silniejszymi wspomnieniami.
Alex Lodge – ojciec, próbujący chronić swoją rodzinę i trzymać ją z daleka od DRESZCZu lecz sam został zamordowany w dziwnych okolicznościach jak i nieznanych z tego względu że kiedyś zniknął na parę dni potem znów wrócił a za następnym razem został on zabity.
Frederick Lodge – starszy o parę sekund brat bliźniak, który tak samo, jak Elizabeth się stał jednym z wielu streferów uwięzionych w labiryntach. Do tej pory nie wiadomo czy żyje ale nigdy nie wiadomo.
Kevin Samuel Vanderson - jedyna osoba umiejąca pocieszyć Elizabeth, darzyła mu wielkim zaufaniem co było jedynie zwyczajnym głupstwem. Kevin był znany za swoje problemu związane z przestępstwem jak i współpracą z nieliczną grupą osób która się okazała przekazywać informacje trafiając do DRESZCZ'u. Niestety został on zarażony pożogą, wirus szybko zaatakował jego ciało wyłączając wszystkie cechy ludzkie a po paru dniach walki z wirusem zmarł on z wyczerpania i infekcji.
Głos: Julia Michaels
Aparycja: Jej tęczówki od razu przykuwają uwagę przez ich nadzwyczajnie ciemny odcień niebieskiego przypominający jedynie bezgwiezdną noc w zimie, kiedy z nieba spadają płatki śniegu. Zazwyczaj używająca swoje okulary clubmaster’y, aby zauważyć jakikolwiek przedmiot będący w oddali, musi teraz zdać się na intuicję przez ich stratę. Kruczo czarne włosy sięgające, nieco dalej poza ramiona dopasowują się do jasnej cery i pełnych malinowych ust, na których widnieje zazwyczaj dyskretny uśmiech. Niski wzrost – dokładnie nie wiadomo, ale sto sześćdziesiąt centymetrów, tak jakby idealnie by współgrało z jej drobną sylwetką oczywiście doliczając do tego podeszwy butów. Elizabeth wielbi ciemne odcienie kolorów – ubierająca się w zbyt duże na nią bluzy z kapturem, ciepłe swetry czy nawet golfy - zazwyczaj gustuje w ciemnych kolorach.
Charakter: Jest wielką indywidualistką idącą własnymi drogami przez większość swojego życia, robi to, co uważa za słuszne uważając, aby nie popełnić błędu po drodze. Dlatego może czasem się wydawać nieobecna i zamknięta w swoim własnym świecie. Mimo tego wielbi przebywać w towarzystwie ludzi, ale pod jednym warunkiem, jeśli ich zna. Niezwykle energiczna z niej osoba dążąca do wyznaczonych przez niej celów. Umie się przystosować do każdej sytuacji - ma dar odczytywania uczuć innych osób. Łatwo ją zranić - jest nadwrażliwa na podnoszenie na nią głosu czy nawet bezsensowne uwagi dotyczące jej osoby. Jak widać Elizabeth ma zmienny charakter. Zagadkowe zachowanie może zmienić się w każdej chwili, lecz osoby znającą Betty umieją czasem przewidzieć jej działania. Sama przykłada ona wielką wagę na zaufanie, które w większości przypadków tworzy niesamowicie silne więzi z innymi osobami. Ma na nie kojący wpływ, ale czasami ta cecha ma swoje wady. Nie raz zdawało się, że po prostu umie manipulować innymi. Z drugiej strony na jej ustach zawsze widnieje uśmiech, którym umie wprost zarażać innych wokół niej. Zamiast konfliktów próbuje się dogadać z daną osobą proponując jej rozejm. Gadatliwa z niej istota, która by mogła rozmawiać przez całą noc na temat różnych rzeczy nawet tych nieciekawych lub bezsensownych.
Umiejętności: Jest znana za inteligencję, która jest jej najlepszą stroną. Umie szybko zanalizować całą sytuację i wybrnąć z niej nawet bez żadnego ryzyka i narażania siebie i innych. Nigdy nie działa chaotycznie wszystko woli mieć pod kontrolą tak, aby całość była zorganizowana i dobrze przemyślana. Zwinność jest jej drugą umiejętnością przydającą się do jakiekolwiek ucieczki czy walki, w której tak naprawdę Elizabeth by próbowała się bronić niż atakować. Jej słabszą stroną jest broń. Nie umie się obsługiwać, jaką kol wiek bronią oprócz sztyletu, który do tąd nie uratował jej życia – jest osobą wolącą iść tą dłuższą drogą niż krótszą wymagająca wyjścia ze swojej bezpiecznej kryjówki dającej poczucia bezpieczeństwa.
Praca: Lekarz
Orientacja: Ogromnie trudna sprawa jak dla osoby dość pewnej i w pełni wiedzącej czego pragnie. Nigdy o tym nie myślała raczej po prostu unikała myśli o tym temacie, ale można powiedzieć, że jest biseksualna. Między drugą osobą a nią potrzebuje nie tylko zwyczajnego uczucia a zrozumienia, cierpliwości a tym bardziej głębszego uczucia.
Partner: Nie ma i raczej nie planuje się z kimś spotykać, tym bardziej że nie ma na to czasu, ale kiedyś na pewno kogoś znajdzie odpowiedniego dla siebie. Jakby kogoś zauroczyła byłby to jedynie związek przelotny, z tego względu, że to bez sensu, jeżeli druga osoba nie czuje to samo co druga, a i tak są razem. Więc ponownie powtórzę jest to zwyczajne marnowanie czasu – nastąpił mówiąc szczerze wyrok śmierci, cała sytuacja, zamiast się polepszać pogarsza się co kolejny przetrwany dzień, a bycie w związku w takich ciężkich warunkach to zwyczajne głupstwo. A co gdyby twoja ukochaną osoba umarła lub by została zarażona? Chcesz ją chronić, ale nie możesz, bo wszystko cię już przerasta na samą myśl o jej stracie. No właśnie, takie sprawy trzeba lepiej przemyśleć.
Historia: Szczerze mówiąc po tym, jak DRESZCZ zabrał ją od bliskich wsadzając do pudła nic nie pamięta oprócz starego imienia i paru osób.
Ciekawostki:
•Nigdy nie wspomina o tym, ale tak naprawdę jej rodzina pochodzi z Danii i Francji. Cóż, jak na ironię losu urodziła się ona w Stanach Zjednoczonych.
•Biegle rozmawia po angielsku, duńsku, jak i francusku. Dogadać też może się po rosyjsku.
•Ma wiernego kompana, który towarzyszy jej od samego początku. Seth, który wraz z nią był w pudle. [Seth jest mieszańcem owczarka niemieckiego z jakąś inną rasą, to duże psisko z wręcz złotą sierścią podobną do niektórych odcieni brązu. Cały pysk jest w kolorze czarnym a na dwóch przednich łapach ma białą sierść, która sięga do dwa czwartej jego łap. Jego obroża jest koloru czerwonego z jego imieniem napisanym czarnym markerem.]
•Zna się na różnych roślinach, ziołach i innych potrzebnych rzeczach do przetrwania, chociażby na parę marnych dni, a nawet tygodni.
•Nie pije z tego względu, że ma do tego słabą głowę i szybko się upija tracąc nad sobą jakąkolwiek kontrole zaczynając mówić o najróżniejszych głupotach.
•Ma dość duży lęk wysokości po paru zdarzeniach z dzieciństwa, które pamięta aż do dzisiaj.
•Jest ogromną wielbicielką ciepłej herbaty, lecz dobrą kawą z mlekiem też nie pogardzi.
•W nocy jeśli nie może zasnąć zawsze robi nowe notatki czy badania na temat wirusa zwanego Flarowirus powodującego pożogę. Próbuję wynaleźć lek czy szczepionkę która by spowodowała całkowite zatrzymanie wirusa do porównania Nirvany, narkotyku działającego jedynie na parę dni opóźniając rozwój wirusa w organizmie.
Inne zdjęcia: 1
Sterujący/Kontakt: ~Elko1 [H]

poniedziałek, 27 marca 2017

Od Jamesa cd. Marie

Ledwo zdążyłem opuścić Labirynt, gdy od razu dopadła mnie wściekła Lydia.
- Jak ty mogłeś biegać z taką raną?! - wrzasnęła tak, że usłyszeli ją chyba wszyscy Streferzy.
Podczas ostatniego zwiadu mieliśmy małe problemy. Zostaliśmy tam zbyt długo i zostaliśmy zmuszeni do szybkiej ucieczki, która w moim przypadku skończyła się całą masą zadrapań, a podczas przebiegania przez wejście, najzwyczajniej w świecie się potknąłem i.. można powiedzieć, że nadziałem na jedną z gałęzi, leżących w pobliżu.
- Nic mi nie jest. - Wywróciłem oczami. - Skoro chcemy stąd wyjść, nie możemy tracić czasu.
- Twoje zdrowie jest ważniejsze - burknęła - mamy co jeść, mamy co pić, mamy lekarstwa. Naprawdę aż tak ci tu źle, że ucieczka jest ważniejsza od zdrowia?
- Tak.
Krótko i konkretnie. Wiedziałem, że Lydii się to nie spodoba, jednak jako moja siostra powinna potrafić mnie zrozumieć.
W pewnej chwili schyliła się i podniosła z ziemi patyk, by zaraz cisnąć nim w moją stronę.
- Ej, a to za co? - zaśmiałem się, unikając go w ostatniej chwili.
- Nie denerwuj mnie lepiej! - krzyknęła rozglądając się za kolejną bronią.
Gdy tylko jej wzrok spoczął na niewielkim kamieniu, a ja doszedłem do wniosku, że w tym stanie jest zdolna do wszystkiego, wybrałem wygodną formę ucieczki. Już po kilku krokach zauważyłem, że zaczyna mnie gonić, a w jej ręce spoczywa mała skałka.
- Wylaksuj Lydia! - zawołałem, co chwila odwracając się w jej stronę.
Odwracałem się, mając nadzieję, że w końcu zaprzestanie swojej gonitwy, jednak nie wyglądała tak, żeby miała ochotę to zrobić.
- James, uważaj! - krzyknęła, jednak, gdy spojrzałem przed siebie było już za późno.
Wpadłem na kogoś i w jednej chwili oboje wylądowaliśmy na twardej ziemi. Nie byłem w stanie od razu rozpoznać kto to, jednak wściekłe spojrzenie i ton głosu uświadomił mi, że mam właśnie do czynienia z Marie.
- To twoje hobby, co? Powalanie innych? - Spytała, a jej głos wręcz ociekał gniewem.
Podniosłem się czym prędzej i pomogłem dziewczynie wstać, zadowolony, że chociaż Lydia przestała mnie gonić. Uśmiechnąłem się szeroko do dziewczyny.
- Witaj Marie, jak ci mija dzień?
- Był cudowny, dopóki ktoś nie postanowił mnie staranować - burknęła.
- Wybacz, to wszystko wina mojej idiotycznej siostry - zaakcentowałem głośno trzy ostatnie wyrazy, mając nadzieję, że ta mnie usłyszy.
- Uważaj - mruknęła pod nosem Marie.
- Co? - Zmarszczyłem brwi i po chwili zrozumiałem, a raczej poczułem, na co miałem uważać.
A jednak rzuciła ten kamień! 
Złapałem za bolące miejsce na ramieniu, delikatnie je pocierając, co zmniejszyło nieprzyjemne uczucie.
- No cóż.. dziękuję za ostrzeżenie, skarbie.
- James, nie pozwalaj sobie za dużo - rzuciła i już chciała iść dalej, jednak złapałem ją za rękę, uniemożliwiając dalszy ruch.
- No przestań, tylko się na mnie nie obrażaj - jęknąłem, na co Marie wywróciła oczami i wyrwała rękę z mojego uścisku.
- Pozwól mi nacieszyć się resztą tego jakże pięknego dnia.
- Ogay, a co masz w planach robić?
- Przejść się. - Wzruszyła ramionami
- Ogay, w takim razie możemy przejść się razem. - Uśmiechnąłem się.
Dziewczyna wzięła głęboki wdech i zacisnęła wargi, jakby chcąc powstrzymać się przed powiedzeniem, bądź zrobieniem mi czegoś, po czym zrezygnowana kiwnęła głową.
- Tylko najlepiej unikać mojej siostry - powiedziałem, rozglądając się uważnie. Miałem nadzieję, że poszła już do siebie i skończy mnie męczyć. Jest nadopiekuńcza wobec mnie, a przecież to ja jestem bratem i powinienem taki być. Zachowuje się jak matka, którą nawet nie wiem, czy jeszcze mamy, dlatego chcę stąd wyjść i nie mam zamiaru odpuścić. 
Chcę znaleźć rodzinę, przyjaciół.. swoją przeszłość, o której kompletnie nie mam pojęcia. Ciężko jest żyć z pewną odmianą amnezji, bo chyba można tak to nazwać. Nie wiem kim byłem, gdzie mieszkałem, co robiłem, jak miałem na nazwisko, cudem udało mi się przypomnieć chociaż imię i fakt, że mam siostrę. To było cholernie przytłaczające, jednak motywowało mnie do szukania rozwiązań i wydostania się z tego gówna. 
Marie obrzuciła mnie obojętnym uśmiechem i ruszyła przed siebie. Bez zastanowienia ruszyłem za nią, jednak silny i promieniujący na całą nogę ból, uniemożliwił mi dalszy ruch. Spojrzałem na opatrunek, który dzień wcześniej założyła mi Lydia i zauważyłem, że zmienił kolor z białego na ciemnoczerwony. 
- Chyba muszę iść do plastra - mruknąłem pod nosem, po czym uśmiechnąłem się szeroko - Poczekasz na mnie, czy będę musiał cię gonić? 



Marie?


sobota, 25 marca 2017

Od Marie

Pochyliłam się i podlałam kiełkujące rośliny. Praca Oracza była przyjemna, nie stresowała, a poza tym grzało w plecki. Hmmm... Gdyby nie to, że w sumie jesteśmy w formie jakiejś niewoli byłoby całkiem spoko. Wyprostowałam się i ziewnęłam. Stanowczo powinnam ograniczyć czas robienia origami. Po ludzku - po prostu się nie wysypiam. Ach, życie jest ciężkie.
- Marie, Marie! - nagle usłyszałam znajomy głos. Odwróciłam się i zobaczyłam Zacka - miłego dziesięcioletniego chłopca o kruczych włosach i zatroskanej twarzy. Pomagał starszym Oraczom, np.: podlewając rośliny, wyrywając chwasty itd.
- Zack? Co się stało? - spytałam kiedy objął mnie już w pasie. Po jego policzkach płynęły łzy.
- Michael poprosił mnie o podlanie słoneczników, bo sam zachorował i, i... One zżółkły! Marie, co mam robić? On mnie zbije! Ja nie chcę! - uśmiechnęłam się w duchu. Rozkoszny dzieciak. Pogłaskałam go po głowie.
- Czemu nie pójdziesz z tym do Opiekuna? - Purwa! Znowu zapomniałam jego imienia!
- Ja się go boję! Ostatnim razem kazał mi szorować ciuchy Budoli! Ty wiesz jak one cuchną? - zachichotałam. Trybiki w mojej głowie zatrzeszczały i poszły w ruch. Woda, słoneczniki... Michael, ty brudny draniu! Przecież wiesz, że to dziecko! Westchnęłam i powiedziałam:
- Zacky, wiesz, że słoneczniki nie potrzebują wielkich ilości wody? Wystarczy raz na dwa dni. Jutro je podlejesz, dobrze? - chłopak kiwnął głową i odbiegł. Uśmiechnęłam się. Rozkoszny dzieciak. Ziewnęłam, schyliłam się i wróciłam do pracy.

*****

Po kilku godzinach skończyłam pracę. Zack już więcej nie przyszedł toteż nikt mi nie przeszkadzał. Postanowiłam pójść na spacer. Pogadać z kimś, coś porobić. No wiecie, takie tam. Raczej nie robiłam tego za często, ale dzisiaj była bardzo ładna pogoda. Postanowiłam okrążyć pole. W sumie nie wiem po co. Po coś na pewno. Hmmm... Jakie miłe to słoneczko. Przymknęłam oczy i westchnęłam. Nagle usłyszałam krzyk.
- James, uważaj! - a po chwili coś runęło na mnie z całej siły. Jęknęłam i spojrzałam w górę ze złością.
- To twoje hobby, co? Powalanie innych?

<James?>

środa, 22 marca 2017

Od Juliett

Powoli uchyliłam powieki... nic jednak nie dostrzegłam, ponieważ wszędzie panowała ciemność. Dobra, nie panikuj. Zaraz stąd wyjdziesz i wszystko się wyjaśni, tak?
Czułam się tak, jakby ktoś zamknął mnie w skrzyni, albo jakimś pudle. Lekko uniosłam głowę i wtedy spostrzegłam, że naprawdę siedzę w czymś w rodzaju pudła, ale takiego z kratami?
Oprócz mnie znajdowały się w nim jeszcze produkty spożywcze i narzędzia.
Próbowałam wstać, wtedy jednak klatka ruszyła z zawrotną prędkością w górę, a mnie ponownie powaliło na ziemię. Trzaski łańcuchów i całego tego mechanizmu całkowicie mnie ogłuszyło, a prędkość z jaką się poruszałam sprawiła, że moje oczy zaczęły łzawić. Wydawało mi się, że ta męczarnia trwa przez niewyobrażalnie długi czas, aż w końcu pudło gwałtownie zatrzymało się.
Dyszałam ciężko, usiłując zachować spokój i wtedy uświadomiłam sobie... że nic nie pamiętam. Dokładnie tak, jakby wyczyszczono mi pamięć. Ostatnim zapamiętanym wspomnieniem było to, że obudziłam się zamknięta, a wszędzie panowała ciemność.
Usłyszałam głośne chrząknięcie, a po chwili wielka skrzynia otworzyła się. Nad sobą ujrzałam twarze innych ludzi... mówili coś do mnie, ale mój mózg w tej chwili nie był w stanie normalnie pracować.
Zdezorientowana całą tą sytuacją beznamiętnie wpatrywałam się w twarze obcych mi osób. Chyba nie wysłali mnie do jakiegoś wariatkowa? Przecież wszystko ze mną okej, bynajmniej tak mi się wydaje.
- Gdzie ja jestem? - zapytałam w końcu, gotowa w każdej chwili zerwać się do ucieczki.
- Witamy w strefie - odezwał się jeden z nich i wyciągnął rękę w moim kierunku. Chwyciłam ją i za pomocą chłopaka wydostałam się z naprawdę głębokiego pudła, w którym przeżyłam najokropniejszą podróż w moim życiu. Bynajmniej tak myślę. Chociaż... równie dobrze w tamtym "życiu" mogłam być astronautką, albo Bóg wie jeszcze czym.
Jeżeli w ogóle czymkolwiek byłam...
Nim zdążyłam cokolwiek powiedzieć, wokół mnie zebrało się jeszcze więcej nieznanych mi osób. Wlepiali we mnie zaciekawione spojrzenia, niektórzy nawet próbowali coś powiedzieć, jednak zaraz się powstrzymywali.
- A konkretniej...? - uniosłam brew. Wow, nawet nie wiedziałam, że tak potrafię.
- Odcinek terenu wewnątrz labiryntu, w którym się znajdujemy. Nikt nie wie, co tu robimy. - powiedział chłopak który pomógł mi wyjść z tej klatki.
I nagle olśnienie. Przypomniałam sobie, jak mam na imię. Chyba. Czuję, że jestem Juliett.
- Przypomniałaś już sobie swoje imię?
- Tak. Jestem Juliett.
Praktycznie wszyscy się rozeszli, zostało ze mną jedynie kilka osób.

Jakiś chłopak który wyciągnął mnie z pudła? x3

wtorek, 21 marca 2017

You gotta face up, you gotta get yours. You never know the top till you get too low


[buźki użyczył Sam Claflin]

Imię: James
Pseudonim: -
Płeć: Mężczyzna.
Data urodzenia: 27.04.2212 | 20 lat
Pochodzenie: Wielka Brytania
Relacje: 
~ Lydia - siostra bliźniaczka, w Strefie pojawiła się około miesiąca później.
Głos: Sam Claflin 
Aparycja: James to dość wysoki, mierzący dokładnie 180 cm mężczyzna. Jego brązowe włosy zawsze są w nieładzie, nie czuje potrzeby, żeby cokolwiek z nimi robić. Szmaragdowe oczy zawsze przyciągały wzrok płci pięknej, jednak w Strefie nie były już mu do niczego potrzebne. Nie skupia zbyt dużej uwagi na swoim wyglądzie, aczkolwiek dużo trenuje. Zazwyczaj chodzi tu głównie o siłę i sprawność, bo w końcu jego praca wymaga dużo wysiłku, a umięśnione ciało traktuje bardziej jako skutek uboczny, z którego mimo wszystko jest zadowolony.
Charakter: James jest wygadany, zabawny i mocno sarkastyczny, ale także niezwykle inteligentny. Często staje się paranoiczny i obsesyjny, kiedy za bardzo skupia się na danej rzeczy. Gdy już podejmie się jakiejś pracy, zrobi wszystko, żeby jak najlepiej ją dokończyć. Ma świetną intuicję, która prowadzi go w dobrym kierunku, chociaż kilkukrotnie już go zawiodła. Ciężko odgadnąć jego intencje i nie do końca wiadomo kiedy mówi prawdę. Wydaje się być poważną i chłodną osobą, jednak to tylko powierzchowne wrażenie. Dobrze czuje się jako przywódca, woli rozdzielać innym zadania, niż samemu je dostawać, co nie oznacza, że nie lubi nic robić, wręcz przeciwnie. Podejmuje się wszystkiego, pomaga, wykonuje pracę za innych, gdy na przykład ich zdrowie przestaje na to pozwalać.
Umiejętności: Na pewno trzeba poruszyć kwestię związaną z jego pracą w Strefie. Jako zwiadowca musi podejmować szybkie i trafne decyzje, a z fizycznej strony bez świetnej kondycji nie zrobiłby zbyt wiele. Bardzo dobrze radzi sobie ze strzelaniem z łuku oraz walce wręcz.
Praca: Zwiadowca
Orientacja: Heteroseksualna.
Partner: -
Historia: To może trochę dziwne, ale James nie pamięta kompletnie nic ze swojego starego życia. Przypomniał sobie swoje imię, dopiero po kilku miesiącach, chociaż większość znała je już po maksymalnie kilku dniach, nie ma pojęcia co działo się z nim przed trafieniem do Strefy. Nie wiedział, że ma siostrę, a dowiedział się o tym w momencie, gdy pojawiła się w Labiryncie.
Ciekawostki:
~ Podejrzewa, że przed trafieniem do Labiryntu był trenerem lub sportowcem. Ma świetną formę, wręcz idealną kondycję, która pozwala biegać mu przez naprawdę długi czas, nie powodując przy tym ogromnego zmęczenia.
~ Co noc, gdy męczy go bezsenność, próbuje znaleźć sposób na ucieczkę z Labiryntu
Inne zdjęcia: 1 | 2 |
Sterujący/Kontakt: Ziuta2704

And what was right is wrong.

[buźki użyczyła Holland Roden]

Imię: Lydia
Pseudonim: -
Płeć: Kobieta
Data urodzenia: 27.04.2212 | 20 lat
Pochodzenie: Wielka Brytania
Relacje:
~James - brat bliźniak, pojawił się w Strefie miesiąc przed nią.
Głos: Holland Roden 
Aparycja: Długie włosy w kolorze rudoblond (określane często jako "truskawkowy blond"), pełne usta oraz jasne, zielone oczy. Bardzo dba o swój wygląd, mimo, że nie ma do tego, aż tak dobrych warunków. Mierzy niewiele ponad 1,65 m i wagi niecałych 50 kilogramów. Nie każdy dostaje to, czego chce. Wbrew pozorom jest bardzo wysportowana, wygimnastykowana i sprawnie położy nie jednego ''goryla'', jeżeli tylko zajdzie taka potrzeba.
Charakter: Lydia jest na co dzień wesoła, sypie sucharami na prawo i lewo. Zawsze stara się wszystkich pocieszać i w przypadku gorszych dni poprawić humor, aczkolwiek sama często tego potrzebuje. Ciągle martwi się przyszłością, tym co wydarzy się kolejnego dnia, albo co by było gdyby pudło przestało dostarczać im niezbędnych rzeczy. Zazwyczaj w ciągu dnia, stara się nie okazywać tego, że żyje w ciągłym strachu, że się boi. Kto by pomyślał, że taka pozytywna i ciągle uśmiechnięta kobieta, może tak cierpieć. Nie przeszkadza jej życie w Labiryncie, dopóki nie brakuje jedzenia i lekarstw, nie ma parcia na próbę ucieczki, czy po prostu wydostania się z niego. Najważniejsze jest dla niej życie, nie tylko jej, odkąd tylko pojawiła się w Strefie, zajęła się leczeniem chorych i opatrywaniem rannych. Poza przyszłością męczy ją również przeszłość, zastanawia się co było przed tym wszystkim, aktualnie wie tylko, że James jest jej bratem, nic więcej. Wygląda na drobną i niegroźną, jednak można się po tym zdrowo przejechać.
Umiejętności: Lydia bardzo dobrze sprawdza się jako lekarz, ma do tego sporą wiedzę i umiejętności, które nawet nie pamięta jak nabyła. Dobrze radzi sobie z bronią białą, której niestety nie mają zbyt dużo.
Praca: Plaster
Orientacja: Heteroseksualna
Partner: -
Historia: Lydia studiowała medycynę, kompletnie tego nie pamięta, jednak jej umiejętności sprawiają, że zaczyna się tego w pewien sposób domyślać.
Ciekawostki:
~Jest leworęczna jeżeli chodzi o pisanie. Broń zdecydowanie w prawej
~Studiowała biologię molekularną

~Potrafi rzucać nożem do ruchomego celu oddalonego o 60 metrów
Inne zdjęcia: 1 | 2 | 3
Sterujący/Kontakt: Ziuta2704