Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Alexander. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Alexander. Pokaż wszystkie posty

wtorek, 21 marca 2017

Od Alexandra CD Aloy

Obudziłem się gwałtownie wciągając powietrze. Prędko podniosłem się do pozycji siedzącej i rozejrzałem się po wciąż drzemiących streferach. W Strefie przebywałem już dobrych kilka dni, może nawet z tydzień. Przestałem liczyć. Mimo to, wciąż miałem koszmary. Każdej usranej nocy kiedy to powinno się odpocząć po przepracowanym dniu, widzę przerażające miejsca, zniekształcone twarze ludzi, których chyba kiedyś znałem... To wszystko miałem jeszcze przez kilka chwil przed oczami. Zamrugałem kilka razy, przeczesałem włosy palcami i z cichym westchnięciem wypełzłem ze śpiwora. Nie chciałem pozbawiać innych luksusu spokojnego snu dlatego starałem się nie narobić hałasu i na palcach wyszedłem z Bazy. Zaczynało dopiero świtać i promyki słońca rozpraszały cienie rzucane przez ogromne mury labiryntu.
- No proszę. Kolejny ranny ptaszek. - ciszę przerwała Robin, która ni stąd ni zowąd pojawiła się tuż za mną.
- Według mnie bardziej pasowałoby określenie Niewyspanego Zombie. - mruknąłem, zasłaniając usta przy ziewaniu.
- Co zamierzasz robić? - zapytała niby od niechcenia, zawiązując sznurówki swoich butów.
- Pójdę do labiryntu. Jestem w końcu Zwiadowcą, nie? - posłałem jej blady uśmiech i skierowałem się do Pokoju Map.
- Nie za wcześnie na śmiertelne życzenia? Poczekaj aż wstanie Tim albo Cindy.
 Swój pierwszy wypad w korytarze labiryntu zaliczyłem w towarzystwie tej dwójki. Przyznam, całkiem spoko ludzie.
- Przecież w dzień nie ma Buldożerców. - zatrzymałem się i ponownie odwróciłem w stronę brunetki.
- Nie puszczę cię samego. Jesteś Świeżuchem. - zakomenderowała, a jej burzowo-niebieskie oczy wpatrywały się we mnie twardo.
- Dam sobie radę, kotku. - zapewniłem i znów zacząłem iść.
- Nie. - kątem oka zobaczyłem jak Robin kładzie dłonie na biodra i przekrzywia lekko głowę w ten charakterystyczny, nie znoszący sprzeciwu sposób.
- Ależ tak. - zaśmiałem się i zniknąłem za bambusowymi drzwiami Pokoju Map.
Chwyciłem jeden z przygotowanych wczoraj plecaków i założyłem go sobie na plecy. Był lekki i dobrze dopasowany. Następnym przystankiem przed wejściem do labiryntu była stołówka. Trochę dziwnie było skradać się po pustej kuchni Mallory. Zdążyłem się już dowiedzieć jak bardzo nie lubi nieproszonych gości, buszujących po szafkach. Zbliżyłem się do lodówki. Podczas przeczesywania jej zawartości usłyszałem ciche kroki Robin.
- Tobie też coś zrobić? - zapytałem, wyciągając sobie resztki sałatki ziemniaczanej z wczorajszej kolacji. Nikt się chyba nie skapnie, jeżeli trochę jej ubędzie, co?
- Już jadłam, a poza tym Mallory nie będzie zachwycona. - powiedziała obojętnym tonem.
- Chyba, że się nie dowie. - posłałem brunetce szelmowski uśmieszek, na co ona wywróciła tylko oczami.
- A skąd wiesz? - rzuciła przez ramię i wyszła z budynku, zostawiając mnie sam na sam z zimną sałatką.
Uśmiechnąłem się pod nosem. Mimo tego, że Robin prawie zawsze pokazuje swą wyższą pozycję, a jej odpowiedzi przesiąkają ironicznym sarkazmem, to naprawdę zdążyłem ją polubić. Najbardziej uwielbiam się z nią droczyć i sam nie wiem dlaczego sprawia mi to wielką radochę.
Po szybkim zjedzeniu śniadania i umyciu talerzyka skierowałem się w stronę jednego z wejść do labiryntu. Kiedy przebiegałem truchtem przez ogromną bramę wschodnią poczułem chłód, bijący z korytarzy. Wciąż panował w nich mrok, a pnącza bluszczu wiły się w górę po gołym betonie. Korytarz był na tyle szeroki, że bez trudu mogłyby biec obok mnie jeszcze 4 osoby. Wreszcie dobiegłem do pierwszego rozwidlenia. Przypomniała mi się gdzieś zasłyszana regułka. Trzymaj się wyłącznie prawej strony i idź tak długo aż znajdziesz wyjście. Zdecydowałem się więc, że pójdę w prawo.
Po kilku kilometrach szybkiego truchtu dotarłem do ślepego zaułka. Już miałem zawracać kiedy moją uwagę przyciągnął napis. Niechlujne drukowane litery. Wyglądały tak, jakby ktoś w pośpiechu maznął je ogromnym pędzlem. Truchtem podbiegłem do nich, by móc je odczytać.

DEPARTAMENT ROZWOJU EKSPERYMENTÓW
STREFA ZAMKNIĘTA:
CZAS ZAGŁADY
ODNOWA

Eksperymenty. Zagłada. Te słowa echem odbijały się w mojej czaszce, przyprawiając mnie o dreszcze. Czym prędzej zerwałem się do biegu. Spojrzałem na zegarek i uświadomiłem sobie, że mam jeszcze kupę czasu i mógłbym biec dalej, ale bałem się, że zapomnę treści napisu.
Po około dwóch godzinach znów znalazłem się w Strefie i moim jedynym aktualnym celem był Pokój Map. Zauważyłem, że Streferzy już dawno byli na nogach i zajmowali się swoimi sprawami.
- Hej, ty. - ktoś krzyknął - Jesteś Zwiadowcą, tak?
Zdyszany i spocony przystanąłem na chwilę przy jakiejś dziewczynie. Nie znałem jej i niemal żałowałem, że musi oglądać mnie w takim stanie. Podobno pierwsze wrażenie jest najważniejsze, nie?
- Na to wygląda. - odparłem, posyłając jej lekki uśmiech i wzruszając ramionami.
- Widziałeś kiedyś Buldożercę? Jak wygląda? - zapytała, a w jej oczach pojawił się błysk czystej ciekawości - Opowiedz mi o nich, proszę.
To pytanie wydało mi się tak kosmiczne w tym momencie, że przez kilka sekund zastanawiałem się jak jej odpowiedzieć. Rudowłosa wyglądała jakby chciała zadać jeszcze kilka pytań, ale nie zdążyła, bo jedna z belek, które niosła, spadła jej na ziemię. Schyliłem się w tym samym momencie co nieznajoma i pomogłem jej ją podnieść. Zaskoczyło mnie to ile ta dziewczyna potrafiła unieść.
- Dziękuję. - uśmiechnęła się.
- Nie ma sprawy, słońce. - mrugnąłem do niej, uśmiechając się - Nie obrazisz się, jeśli na twoje pytania odpowiem trochę później? Może podczas kolacji?
Zdawało mi się, czy też faktycznie przez jej twarz przemknął cień rozczarowania? Zniknął jednak tak szybko jak się pojawił.
- No dobrze. - uśmiechnęła się.
- Tak w ogóle to jestem Alex. - przedstawiłem się.
- Aloy.
- Daj, zaniosę. - zaproponowałem pomoc, niemal zapominając o słowach, które powtarzałem przez całą drogę powrotną.
Wziąłem część belek z rąk dziewczyny i zaniosłem je we wskazane przez nią miejsce. Grupka Budoli przyglądała nam się znad jakichś kartek, najpewniej planów budynków Bazy.
- Dobra. Muszę lecieć. - westchnąłem, zauważając kątem oka Robin - Do zobaczenia na kolacji.
Pomachałem na pożegnanie, a zanim Aloy zdołała mi odpowiedzieć byłem już w połowie drogi, dzielącej mnie od Głównego Opiekuna.
- Chodź ze mną do Pokoju Map. - powiedziałem, dobiegając do Robin i nie zatrzymując się potruchtałem dalej.
Brunetka zmierzyła mnie lekko zaskoczonym spojrzeniem. Najwyraźniej nie spodziewała się mnie tak szybko, ale podążyła za mną do jednego głównych budynków Bazy.
- Co jest? - zapytała krótko, gdy byliśmy już w środku.
Podszedłem do jednego z kartonów wypełnionych czystymi kartkami i kładąc jedną na stole chwyciłem za ołówek. Gorączkowo zacząłem wypisywać litery, które widziałem w labiryncie. Robin zajrzała mi przez ramię na te kilka wyrazów i usłyszałem jej westchnięcie.
- I? - zapytałem, pokazując kartkę dziewczynie.
- DRESZCZ. - odparła jakby to miało wszystko wyjaśniać. - To Stwórcy.
Zmarszczyłem brwi, wciąż nie do końca pewny do czego zmierzała. Robin znów teatralnie westchnęła i przewróciła oczami. Wyrwała mi kartkę papieru z rąk i po kolei wskazywała palcem na każde słowo.
- D R E S Z C Z. Nie słuchałeś jak Tim do ciebie mówił?
W końcu zajarzyłem. Faktycznie chłopak coś wspominał o napisach na ścianach tyle że nie powiedział mi ich treści. Naah... A myślałem, że znalazłem coś co pomoże nam się wyrwać z tej kupy klumpu. Podrapałem się w kark, patrząc wymownie w sufit.
- Nie przejmuj się. - pocieszenie Robin wydawało się być lekko wymuszone - Może jutro coś znajdziemy.
- Coś mi się zdaje, że sama w to nie wierzysz. - posłałem jej blady uśmiech i wyszedłem na zewnątrz.
- Nie wchodź już dzisiaj do labiryntu. Idź pomóż innym Streferom. - powiedziała, mijając mnie.
- Tak jest, szefowo. - mruknąłem bez entuzjazmu. Może w końcu się na coś przydam.
Kiedy Robin powiedziała idź i pomóż od razu pomyślałem o Aloy i złożonej obietnicy. Ostatnimi czasy dotrzymywanie obietnic wskoczyło na naprawdę wysoką pozycję na mojej liście ważności. Tak więc, po krótkiej chwili znów znalazłem się obok rudowłosej.
- Bu. - powiedziałem jej do ucha kiedy pochylała się nad jakimś planem.
Aloy podskoczyła, a jej wzrok błyskawicznie spoczął na mnie. Zaśmiałem się cicho, widząc jej reakcję.
- Nie strasz mnie więcej! - zmarszczyła brwi, chcąc być groźną, ale sekundę później jej twarz rozświetlił uśmiech.


Aloy? ^^ Wybacz, że musiałaś tak długo czekać xd

sobota, 11 marca 2017

Od Alexandra CD Virginii

Ocknąłem się dopiero gdy poczułem silne uderzenie w głowę. Otwarłem oczy, a nie zobaczywszy nic prócz nieprzebitej ciemności mój oddech przyspieszył. Gdzieś pod sobą usłyszałem głośne szczęknięcie metalowych zawiasów i poczułem jak zimna podłoga nagle zaczyna poruszać się w górę z zawrotną prędkością. W głowie poczułem zamęt, a strach sparaliżował moje ciało ograniczając ruchy. Domyśliłem się, że pomieszczenie, w którym się jakimś cudem znalazłem musiało mieć jakiekolwiek ściany i powoli odpełzłem w prawo. Trzęsło mną jak workiem ziemniaków, które chyba gdzieś po drodze wymacałem, a przeraźliwe stęknięcia maszynerii wcale nie dodawały mi poczucia bezpieczeństwa. Miałem wrażenie, że tonę w ciemności, a metalowe pudło to zwalnia to znów przyspiesza, pędząc w górę. Serce tłukło mi się o żebra niemal sprawiając mi ból, mimo to dalej czołgałem się do ściany. Kiedy w końcu moje palce odnalazły chłodny metal natychmiast ruszyłem do narożnika. Spróbowałem wstać i zrobić kilka kroków, ale nie było to łatwe, bo prawie niemożliwym było utrzymanie równowagi i co chwilę padałem na ziemię. W końcu dałem sobie spokój i resztę odległości pokonałem na czworakach. W kącie podciągnąłem kolana pod brodę obejmując je rękami i zacisnąłem powieki. Jakby to miało dać jakikolwiek inny efekt niż ciemność. Starałem się oddychać głęboko, miarowo. Ile czasu już tak siedziałem? Dwadzieścia minut? Godzinę? Straciłem poczucie czasu i zacząłem panikować. Cholera, wie dokąd mnie to coś wiezie. Poczucie beznadziei było niemalże nie do zniesienia. Nagle w pewnym momencie winda gwałtownie się zatrzymała, podrzucając mnie i całą zawartość, którą wiozła w górę. Krzyknąłem, nie czując na sekundę grawitacji, ale zaraz potem spadłem na tyłek. Jęknąłem, rozcierając sobie obolałą kość ogonową i rozejrzałem się wokół. Z ulgą stwierdziłem, że zrobiło się tam nieco jaśniej przez wpadające szczelinami blade promyki światła. Przerzuciłem wzrok na podłogę i dostrzegłem tam żywność, materiały budowlane i inne rzeczy. Moją galopadę myśli, które nie chciały dać mi spokoju, przerwały szmery... Rozmów? Wsłuchałem się bardziej. Na dźwięk spadających stóp na klapę pudła podskoczyłem gwałtownie. Męski głos zawołał, by ktoś pomógł mu z otwarciem i znów rozległy się tupoty zeskakujących ludzi. Szczęk metalu i jęk zawiasów towarzyszyły rozwarciu klapy. Ostre światło wpadło do środka, rozpraszając na dobre ciemności. Musiałem zmrużyć oczy by móc cokolwiek zobaczyć. Ktoś zeskoczył do środka. Moje oczy nadal nie przyzwyczaiły się do jasności dnia i jedyne co byłem w stanie na razie stwierdzić to, to że przede mną stała właśnie dziewczyna.
- Siemka sztamaku, miło mi cię poznać - uśmiechnęła się, podając mi dłoń. - Witaj w Strefie.
Wyczułem w tym wyrazie wielką literę. Strefa? Spróbowałem sięgnąć wstecz i przypomnieć sobie jakiekolwiek informacje na temat tej całej Strefy, ale z lekkim szokiem zdałem sobie sprawę, że moja głowa jest pusta. Czułem się jakbym jeszcze wczoraj posiadał tę informację, a ktoś za pomocą magicznej różdżki wykasował ją bezpowrotnie. Zmieszanie jakie czułem na pewno musiało odbić się na mojej twarzy.
- Niech zgadnę. Nic nie pamiętasz? - cofnęła dłoń, kładąc ją następnie na swoje biodro. Wciąż patrzyła na mnie z góry. - To normalne. Wszyscy tak mieli kiedy przywiozło ich Pudło.
Zamrugałem oczami. Brunetka zdecydowanie kogoś mi przypominała. Znałem to nie znoszące sprzeciwu spojrzenie burzowych oczu, ale za Chiny nie wiedziałem skąd.
- Ruszysz się, czy będziesz tak siedział? - dziewczyna ponownie się odezwała, a reszta zgromadzonych ludzi zabrała się do rozładowywania towarów z windy.
Wstałem, podpierając się z tyłu o ścianę Pudła.
- Imię jakieś masz? - brunetka zadała te pytanie z wyczuwalnym znudzeniem w głosie.
- Alexander. - powiedziałem ochrypłym głosem i zaraz potem odchrząknąłem. - A ty jesteś...
- Robin. - nie dała mi nawet skończyć pytania.
Oboje wyszliśmy z tego okropnego Pudła na właściwy poziom. Uderzył we mnie ogrom tego miejsca. Zewsząd otaczały nas olbrzymie mury, porośnięte pnączami bluszczu. Rozglądałem się gorączkowo wokół. Nie ukrywam, Strefa zrobiła na mnie ogromne wrażenie. Południowo-zachodni róg kwadratowej przestrzeni porastał mały las, dalej na północ znajdowała się chyba jakaś prowizoryczna farma. Z południowo-wschodniej strony docierało do mnie muczenie krów oraz inne odgłosy zwierząt, a na prawo dostrzegłem drewniane chaty, w których najpewniej spali ci ludzie. Nie uszło też mojej uwadze to, że większość osób tutaj była w podobnym przedziale wiekowym. Żadnych noworodków ani staruszków.
Kiedy ja się rozglądałem na wszystkie strony Robin zdążyła odejść ode mnie już jakieś dobre sześć metrów. Nie wiedząc co mam ze sobą teraz zrobić, uznałem za sensowne podążyć za dziewczyną. Podbiegłem do niej.
- Czekaj. - powiedziałem, doganiając brunetkę. - Nic więcej mi nie powiesz? Co to za pikolone miejsce? Po kij wam te wielkie mury, skoro z każdej strony jest w nich przerwa?
Najwyraźniej moja lawina pytań nie zrobiła na Robin większego wrażenia.
- Zawrzyj łaskawie twarzostan. - odparła niemal warknięciem.
- Co mam zawrzeć? - zapytałem. Czy ona właśnie użyła słowa twarzostan? Nigdy nie słyszałem takiego wyrażenia.
Robin przewróciła tylko oczami i westchnęła głęboko. Odwróciła się na pięcie i już zamierzała odejść, ale złapałem ją za ramię tym samym ją zatrzymując. Posłała mi ostrzegawcze spojrzenie spod przymrużonych powiek i strzepnęła moją dłoń ze swojego ramienia.

Virginia? :3

„Nie jestem Wszyscy i nie mam na imię Każdy.”



Buźki użyczył Matthew Daddario.
Cytat: „Nie jestem Wszyscy i nie mam na imię Każdy.”
Imię: Nadano mu imię Alexander i tak zazwyczaj się do niego zwracają. Prawdopodobnie na cześć Alexandra Fleminga, szkockiego bakteriologa, ale z jakiego powodu, chłopak nie ma zielonego pojęcia. Przed Zatarciem nazywał się William O'Connel.
Pseudonim: Teoretycznie nie posiada takowego, ale wszyscy wołają na niego Alex.
Płeć: Mężczyzna. Jeszcze jakieś wątpliwości?
Data urodzenia: 11.06.2212 (21 lat)
Pochodzenie: U.S.A.; okolice Denver
Relacje:
~ Delilah O'Connel - matka Alexa; mimo że bardzo był z nią związany oddała go wraz z siostrą DRESZCZowi w chwili gdy dowiedziała się, że choruje na Pożogę.
~ Matthew O'Connel - ojciec chłopaka; pracował w DRESZCZu; był Odporniakiem, którego zamordowali Poparzeńcy w wysokim stadium Pożogi.
~ Ashley O'Connel - siostra, która wraz z Alexem trafiła w ręce DRESZCZu; od tamtej pory nie ma z nią najmniejszego kontaktu
~ Henry Jackson - przyjaciel rodziny; często zajmował się rodzeństwem gdy byli młodsi; dobrze się dogadywali; zniknął i nikt go więcej nie widział; prawdopodobnie chorował na Pożogę
Aparycja: Alex to wysoki, bo mierzący 180 centymetrów, chłopak. Jest dobrze zbudowany. Posiada smukłą i umięśnioną sylwetkę. Jego krótkie włosy w kolorze czekolady często są potargane i chłopak nie zadaje sobie trudu układania ich w jakikolwiek sposób. W głębokich, piwnych oczach Alexandra zwykle skrzy się rozbawienie, a gdy wyprowadzisz go z równowagi możesz w nich dostrzec również prawdziwy błysk gniewu. Nad nimi znajdują się dobrze zaznaczone, łukowate brwi. Usta Alexa są pełne i lekko zaróżowione. Niemal przez cały czas widnie je na nich szelmowski uśmieszek. Chłopak posiada również lekki zarost, który dostrzec można dopiero z bliska. Na koniec wspomnę, że Alexa cechuje dość swobodny i wyluzowany styl poruszania się. Gdy się nakręci często mówi bardzo szybko, gwałtownie przy tym gestykulując. 
Charakter: Na pierwszy rzut oka Alexander wydaje się być narwanym idiotą, który nie szanuje swojego zdrowia i życia. Może to i prawda? Choć z drugiej strony Alex, w pełni zdaje sobie sprawę z ryzyka oraz konsekwencji swoich czynów. Po prostu, przy wzroście poziomu adrenaliny we krwi działa pod wpływem impulsów. Ignoruje strach oraz niektóre ostrzeżenia zdrowego rozsądku i w sytuacjach tego wymagających zachowuje zimną krew. Ceni sobie niezależność, dlatego irytują go wszelkie próby mówienia mu co ma robić. Przy pierwszym spotkaniu stara się zrobić wrażenie, jest uprzejmy. Zwykle na jego twarzy widnieje szelmowski uśmieszek i nie jest on bynajmniej oznaką dobrego humoru, a raczej pewności siebie. Lubi się popisywać. Alex może wyglądać na wielkiego kozaka i nieustraszonego macho, jednak kiedy poznasz go lepiej, spędzisz z nim trochę czasu zobaczysz, że wcale tak nie jest. Jak każdy, on również posiada miękkie wnętrze, tylko trudno jest się do niego dostać, bo zakrywa je grubą skorupą w postaci sarkazmu i odwagi. Gdzieś tam w głębi jest czuły i opiekuńczy. Troszczy się o ważne dla niego osoby i stara się je chronić za wszelką cenę. Tak bardzo, że czasem zapomina o sobie samym. Chłopak jest wygadany, zabawny i mocno sarkastyczny, a także niezwykle inteligentny. Lubi irytować innych ludzi i wywoływać uśmiech na ich twarzach. Nie znosi, gdy ktoś go poniża lub obraża bliską mu osobę. Potrafi gryźć i lepiej go niepotrzebnie nie prowokować. Posiada do siebie dystans, ale na tyle krótki by poznać co jest obelgą a co niewinnym żartem. Zwykle trzyma nerwy na wodzy i stara się emanować anielską tolerancją ludzkiej głupoty, czasem jednak ktoś przegina. Alexander nie potrafi usiedzieć z tyłkiem na miejscu, ma niespożyte zapasy energii. Jest impulsywny i łatwo wybucha złością. Mało kto jest w stanie nad nim całkowicie zapanować. Chłopak ma niskie poczucie własnej wartości i zakrywa to udawaną pewnością siebie, która czasem przekształca się w arogancję. Często staje się paranoiczny, kiedy za bardzo skupia się na danej rzeczy. Potrafi być zazdrosny i mściwy. Ambitny. Stawia sobie wysokie cele, a każdy swój odwrót uważa za porażkę, która silnie działa na jego samoocenę. Szczery i wyrozumiały. Alex nie znosi kłamstwa i fałszywych zachowań, dlatego gdy coś mu się nie będzie podobać powie to prosto z mostu. Stara się również ograniczać wulgaryzmy, a do płci pięknej ma zwyczaj zwracać się per „słonko” lub „kotku”
Umiejętności: Jak na Zwiadowcę przystało, Alex jest bardzo wytrzymały i biega dostatecznie szybko, by uciec przed Buldożercą. Jest również świetnym łucznikiem, a jego niezastąpiona celność nie raz już uratowała mu tyłek. Ze strzelaniem z broni palnej nie ma większego problemu jednak Alex bardziej preferuje łuk i strzały. Nie źle idą mu też sztuki walki wręcz i chłopak podejrzewa, że kiedyś musiał jakieś trenować. Pływać potrafi, ale nie jakoś mistrzowsko. Wspinaczka również nie jest dla niego jakimś ogromnym wyzwaniem, gorzej z wysokością. Tak, ma lęk wysokości. Co się tyczy zdolności analitycznych, to Alex potrafi szybko myśleć i reagować. Jego myśli często są chaotyczne, ale chłopak potrafi się skupić, a wtedy dobrze wczuwa się w rolę stratega.
Praca: Zwiadowca.
Orientacja: Heteroseksualny, naturalnie.
Partner: ---
Historia: Coś z historii Alexa? Gdyby była ciekawa i godna uwagi, na pewno by ją zapamiętał. Przynajmniej tak sądzi, bo aktualna pustka w głowie zastąpiła wszystkie wspomnienia dawnego życia chłopaka.
Ciekawostki:
~ Alex nie przepada za smakiem oraz zapachem mięty.
~ Gdy czuje się zakłopotany często drapie się w kark, albo przykłada palce do ust.
~ Uwielbia wymyślać ksywki swoim przyjaciołom, nawet gdy doskonale wie, że to ich irytuje.
~ Denerwując się, często miętoli w palcach coś co akurat wpadło mu w ręce.
~ Ma kilka tatuaży.
Inne zdjęcia: 1 | 2 | 3
Sterujący/Kontakt: Howrse: weronika2288; chat: Maksieł