Wydęłam nieco wargi. To było trudniejsze pytanie niż mogłoby się zdawać. Nadal byłam wściekła i czułam, że jeśli czegoś z tym nie zrobię to go kopnę. A znając mnie kopnę go w ranę. Westchnęłam i powiedziałam zrezygnowanym tonem:
- Będę na ciebie czekać przy sadzie, ogay? - James wzruszył ramionami.
- Jak chcesz. - stwierdził i skierował się do Plastra. Ja natomiast poszłam do sadu. Dokładniej mówiąc do mojego ulubionego drzewa w sadzie. Była to potężna wiśnia, która o tej porze roku pachniała po prostu bosko. Wspięłam się na gałęzie i oparłam się o pień. Jestem już zmęczona tym wszystkim. Tym całym Labiryntem, Żukolcami, czy jak im tam... A najbardziej wkurza mnie ten brak pamięci! Czuję, że powinnam pamiętać coś bardzo ważnego, ale nie wiem co! Ugh! Oparłam głowę o korę. Spojrzałam na liście i westchnęłam smutno. I po co te nerwy? Przecież i tak tym nic nie wskóram... Tylko się niepotrzebnie wściekam i biję innych. Pewnie moi rodzice nie byliby ze mnie dumni... A zresztą... I tak ich nie znam. Nagle usłyszałam swoje imię.
- Marie! - spojrzałam w dół i zobaczyłam rozglądającego się Jamesa. Przewróciłam oczami i zeskoczyłam zgrabnie na ziemię. Dlaczego ludzie nigdy nie patrzą w górę?
- Hej. - powiedziałam i otrzepałam spodnie. James przyjrzał mi się w milczeniu. Kiedy na niego spojrzałam uśmiechnął się i spytał:
- To co? Kontynuujemy nasz spacer? - kiwnęłam głową. Odwróciliśmy się i oddaliliśmy się od drzewa. Po chwili zagadnęłam.
- Jak noga? - chłopak wzruszył ramionami i odrzekł:
- Lepiej. Skończyłaś już pracę? - zaśmiałam się krótko.
- Moja praca nigdy się nie kończy James. Mówię ci - zaraz przyjdzie Zack i będzie prosił o pomoc. Mam czasem wrażenie, że zastępuję mu matkę. - nagle poczułam coś w rodzaju bólu w okolicach brzucha. Zbladłam i położyłam rękę na tym miejscu. Czułam jakby czegoś tam... Brakowało. To uczucie minęło tak szybko jak przyszło. Potrząsnęłam głową i uśmiechnęłam się. James spojrzał na mnie zaniepokojony.
- To nic... Po prostu jestem trochę głodna. - zerwałam gruszkę z pobliskiego drzewa i wgryzłam się w nią. Tak to na pewno głód. Nie jadłam od kilku godzin. Spojrzałam na Jamesa, który uśmiechał się pobłażliwie.
- Musisz nieco bardziej uważać na siebie, skarbie. Nie chcielibyśmy, żebyś umarła z głodu, prawda? - posłałam mu mordercze spojrzenie.
- James, mój kochany kretynie, nie zamierzam się zagłodzić na śmierć. Prawda jest taka, że gdyby pewien osobnik nie powalił mnie na ziemię, zmierzałabym teraz do Patelni. - włożyłam w te słowa jak najwięcej jadu się dało. Nie odniosło to spodziewanego skutku, bo chłopak zachichotał.
- Nie ma za co, skarbie. - przewróciłam oczami. Śmiech Jamesa był jednak zbyt zaraźliwy, bo chwilę później zwijaliśmy się ze śmiechu.
<James, mój kochany ketynie? :D >
piątek, 14 kwietnia 2017
czwartek, 13 kwietnia 2017
Od Juliett Cd Damon
- Cóż za skromność - mimowolnie uśmiechnęłam się, podchodząc do krawędzi pudła. Mój wzrok powędrował w dół, gdzie aktualnie znajdował się nowy strefer. Nim się zorientowałam, ten zdążył wydostać się z windy i stał już między nami.
- Dobra, to zacznijmy może od tego, gdzie jestem? - zapytał.
Doprawdy, jego spokój mnie zadziwiał.
- W czymś w rodzaju labiryntu, z którego musimy się wydostać. Nie wiemy, kto nas tu wsadził ani w jakim celu. No, tak w skrócie. - odparłam wbijając wzrok w jakiś odległy punkt przed sobą.
- Ile już tu jesteście?
- Tyle miesięcy, ile nas jest. - odparł stojący za mną James.
Njubi rozpoczął gorączkowe liczenie nas, jednak chyba dopiero teraz dotarło do niego, że to nie żaden kawał. Wszystko można było wyczytać z jego spojrzenia.
- Dlaczego nic nie pamiętam?
- Nikt z nas nie pamięta nic, oprócz podstawowych czynności, takich jak mowa czy poruszanie się, oraz swojego imienia. Ja jestem Juliett. - wyciągnęłam swoją dłoń w kierunku nowego.
Wyglądał na zakłopotanego. No tak, jeszcze sobie nie przypomniał.
- To nic, przedstawisz nam się później, Njubi - uśmiechnęłam się przyjacielsko.
- Yui, oprowadzisz nowego? - tym razem zwróciła się do mnie Marie.
- Tak, chętnie. Dzisiaj nie biegnę. - odparłam, po czym ponownie przeniosłam wzrok na Świeżaka. - Oprowadzę cię po Strefie, wbrew pozorom można się tutaj zgubić.
Pozostali streferzy zdążyli się już rozejść, po środku placu pozostaliśmy tylko we dwójkę.
- Zaczniemy od Mordowni.
- Popełniacie tam samobójstwa czy co? - spojrzał na mnie zdezorientowany.
Na jego sugestię prychnęłam śmiechem.
- Nie, tam po prostu hodowane są zwierzęta. Zaraz obok jest ubojnia, oczywiście, nie wszystkie zwierzęta jadamy.
- Jakich na przykład nie?
- Na przykład mojego konia, Blueberry. Dzięki niemu szybciej przemieszczam się w labiryncie. - odparłam, a na wspomnienie karego ogiera uśmiechnęłam się mimowolnie. - Hm... można powiedzieć, że go sobie przywłaszczyłam. - kąciki moich ust uniosły się jeszcze wyżej.
Damon? Słabe strasznie, wena poszła na spacer... ;_;
- Dobra, to zacznijmy może od tego, gdzie jestem? - zapytał.
Doprawdy, jego spokój mnie zadziwiał.
- W czymś w rodzaju labiryntu, z którego musimy się wydostać. Nie wiemy, kto nas tu wsadził ani w jakim celu. No, tak w skrócie. - odparłam wbijając wzrok w jakiś odległy punkt przed sobą.
- Ile już tu jesteście?
- Tyle miesięcy, ile nas jest. - odparł stojący za mną James.
Njubi rozpoczął gorączkowe liczenie nas, jednak chyba dopiero teraz dotarło do niego, że to nie żaden kawał. Wszystko można było wyczytać z jego spojrzenia.
- Dlaczego nic nie pamiętam?
- Nikt z nas nie pamięta nic, oprócz podstawowych czynności, takich jak mowa czy poruszanie się, oraz swojego imienia. Ja jestem Juliett. - wyciągnęłam swoją dłoń w kierunku nowego.
Wyglądał na zakłopotanego. No tak, jeszcze sobie nie przypomniał.
- To nic, przedstawisz nam się później, Njubi - uśmiechnęłam się przyjacielsko.
- Yui, oprowadzisz nowego? - tym razem zwróciła się do mnie Marie.
- Tak, chętnie. Dzisiaj nie biegnę. - odparłam, po czym ponownie przeniosłam wzrok na Świeżaka. - Oprowadzę cię po Strefie, wbrew pozorom można się tutaj zgubić.
Pozostali streferzy zdążyli się już rozejść, po środku placu pozostaliśmy tylko we dwójkę.
- Zaczniemy od Mordowni.
- Popełniacie tam samobójstwa czy co? - spojrzał na mnie zdezorientowany.
Na jego sugestię prychnęłam śmiechem.
- Nie, tam po prostu hodowane są zwierzęta. Zaraz obok jest ubojnia, oczywiście, nie wszystkie zwierzęta jadamy.
- Jakich na przykład nie?
- Na przykład mojego konia, Blueberry. Dzięki niemu szybciej przemieszczam się w labiryncie. - odparłam, a na wspomnienie karego ogiera uśmiechnęłam się mimowolnie. - Hm... można powiedzieć, że go sobie przywłaszczyłam. - kąciki moich ust uniosły się jeszcze wyżej.
Damon? Słabe strasznie, wena poszła na spacer... ;_;
Od Damona
Cichy i miarowy dźwięk przedarł się do mojego umysłu. Leżałem na podłodze w jakimś dziwnym pomieszczeniu. Otworzyłem oczy, ale nic się nie zmieniło. Dalej ciemność... Usiadłem i rozejrzałem się. Co prawda nie widziałem nic, jednak uszy wychwyciły ciche odgłosy zwierząt. Zastanowiłem się chwilę nad swoja sytuacją. Jest w cholerę ciemno, nie wiem gdzie jestem ani nic nie pamiętam...
-Ej dobra! To nie jest zabawne! Skończcie śmieszkować i uwolnijcie mnie- krzyknąłem sam nie wiedząc czy ktoś to usłyszy... Czy to na serio jest żart czy tym razem to coś innego. Zakląłem szpetnie pod nosem i wstałem. Byłem w czymś na stylu pudła... mała, dość ciasna przestrzeń a ja w środku... Zajebiście... Lepiej być nie mogło... Westchnąłem tylko i próbowałem sobie cokolwiek przypomnieć... Imię...wiek... albo najlepiej osobę, która mnie tu wsadziła bym mógł się potem zemścić... Ale nic z tych rzeczy. No bo po co mój mózg miałby pamiętać takie rzeczy?! Zirytowany kopnąłem w jakieś pudło i natychmiast tego pożałowałem. Promienisty ból rozlał się po mojej stopie powodując jej drętwienie. Przysiadłem i zacząłem rozmasowywać bolącą część ciała. Złość i irytacja tylko mi szkodzą... Nagle pudło zatrzymało się a sufit... który okazał się być czymś na wzór drzwi otworzyły się zalewając pomieszczenie falą światła.
- Kurna razi...- syknąłem zasłaniając oczy ręką.
- A czegoś się spodziewał po słońcu? - usłyszałem czyjś rozbawiony głos.
- Może tego, że da mi okulary przeciwsłoneczne i nie spali mi oczu? - mruknąłem próbując dojść do siebie po tym gwałtownym oślepieniu.
- Za pięknie by było... Ten kto nas tu wsadził nas nie lubi i utrudnia nam wszystko - odparł inny głos, tym razem kobiecy.
- Dlatego posłał mnie. By moja zajebistość wam pomogła - zaśmiałem się
Ktosiu? Opisz... Nie zmuszaj mnie do pisania ze sobą ;-;
-Ej dobra! To nie jest zabawne! Skończcie śmieszkować i uwolnijcie mnie- krzyknąłem sam nie wiedząc czy ktoś to usłyszy... Czy to na serio jest żart czy tym razem to coś innego. Zakląłem szpetnie pod nosem i wstałem. Byłem w czymś na stylu pudła... mała, dość ciasna przestrzeń a ja w środku... Zajebiście... Lepiej być nie mogło... Westchnąłem tylko i próbowałem sobie cokolwiek przypomnieć... Imię...wiek... albo najlepiej osobę, która mnie tu wsadziła bym mógł się potem zemścić... Ale nic z tych rzeczy. No bo po co mój mózg miałby pamiętać takie rzeczy?! Zirytowany kopnąłem w jakieś pudło i natychmiast tego pożałowałem. Promienisty ból rozlał się po mojej stopie powodując jej drętwienie. Przysiadłem i zacząłem rozmasowywać bolącą część ciała. Złość i irytacja tylko mi szkodzą... Nagle pudło zatrzymało się a sufit... który okazał się być czymś na wzór drzwi otworzyły się zalewając pomieszczenie falą światła.
- Kurna razi...- syknąłem zasłaniając oczy ręką.
- A czegoś się spodziewał po słońcu? - usłyszałem czyjś rozbawiony głos.
- Może tego, że da mi okulary przeciwsłoneczne i nie spali mi oczu? - mruknąłem próbując dojść do siebie po tym gwałtownym oślepieniu.
- Za pięknie by było... Ten kto nas tu wsadził nas nie lubi i utrudnia nam wszystko - odparł inny głos, tym razem kobiecy.
- Dlatego posłał mnie. By moja zajebistość wam pomogła - zaśmiałem się
Ktosiu? Opisz... Nie zmuszaj mnie do pisania ze sobą ;-;
wtorek, 11 kwietnia 2017
Od Sky
Leżałam z zamkniętymi oczami na... jakimś chłodnym podłożu. Moje uszy wypełniał miarowy huk oraz odgłosy zwierząt. Ostrożnie otworzyłam oczy i... praktycznie nic się nie zmieniło. Dalej nie widziałam nic prócz mroku co mnie otaczał. Ostrożnie usiadłam i wzięłam głęboki oddech po czym zaczęłam analizować fakty.
Znalazłam się w jakimś czymś. Sądząc po tym, że się poruszało najprawdopodobniej winda. Brak światła uniemożliwiał mi oceny wielkości windy ani co dokładniej było wokół. Ostrożnie wstałam i wybadałam ściany owej klitki w której się znalazłam. Była niewielka a sądząc po chłodzie ścian najpewniej metalowa. Znalazłam kąt i usiadłam w nim przymykając oczy. Odgłosy zwierząt nieco rozpraszały ale da się wytrzymać. Próbowałam sobie przypomnieć jak się tu znalazłam. Nic... dosłownie pustka w głowie. Nie pamiętałam nawet kim jestem ani gdzie jadę. Obawiałam się tego co mnie czeka. Nagle winda się zatrzymała. Otworzyłam szeroko oczy i zaczęłam wypatrywać Nieznanego. Przez szparę w suficie przebijały się promienie słoneczne. Odruchowo spięłam się i skuliłam w kącie gdy na zewnątrz usłyszałam głosy.
Ludzie... ludzie to zło... tylko... Dlaczego? Nie wiem, nie pamiętam. Jedyne co wiem, że nie wolno im ufać. Przygryzłam nerwowo wargę i przymknęłam oczy gdy ktoś otworzył wejście czy tam wyjście do mojego "więzienia".
- To dziewczyna! - usłyszałam czyjś głos. Z pod przymkniętych powiek próbowałam coś dojrzeć jednak promienie słońca padające na twarz skutecznie mi to utrudniały. Wzrok przyzwyczaił się już do światła więc zaczęłam przyglądać się owemu ktosiowi. Był to przedstawiciel płci męskiej. Wiek trudny do określenia... w sumie zawsze miałam z tym problemy... Owy ktoś zeskoczył do pudła i zbliżył się do mnie.
- Hej. Jak się czujesz? - spytał. Cała momentalnie się naprężyłam i szybkim skokiem wydostałam się na zewnątrz, gdzie jak się okazało trafiłam z deszczu pod rynnę. Więcej ludzi... i wszyscy wpatrzeni w moją osobę. Rozejrzałam się i szybko dostrzegłam wyłom w okręgu innych. Wystrzeliłam jak z bicza w tamtym kierunku. Zwinnym unikiem ominęłam osobę, która chciała mnie złapać i pognałam szaleńczym sprintem przed siebie. Przede mną zaczął rosnąć las, do którego z wielką radością się zbliżałam. Za mną słyszałam krzyki i nawoływania, jednak nie zwracałam na to uwagi. Chciałam po prostu być sama... Jak najdalej od innych. Zaczęłam opadać z sił. Oddech miałam przyśpieszony i nierównomierny. Czułam że zwalniam, jednak nie mogłam dopuścić. Nie mogli mnie złapać... Nie mogli... Ostatnim zrywem przyśpieszyłam i dopadłam lini drzew. Zerknęłam przez ramię. Byli blisko jednak teraz to ja miałam przewagę - kryjówki... Przebiegłam jeszcze parę metrów i dopadłam drzewo. Szybko, drżąc cała zaczęłam się wspinać po jego gałęziach. Przysiadłam na jednej z wyższych i z urywanym oddechem spojrzałam w dół. Oni wciąż mnie wołali... wciąż szukali... Ale po co? Tego nie wiedziałam. I nie chciałam wiedzieć... Próbowałam uspokoić oddech, co z trudem mi się udawało. W dole zaczęłam dostrzegać sylwetki innych... Oby nikt nie spojrzał w górę.
- O co im chodzi... - szepnęłam cicho obserwując ich.
Ktoś? Coś? Tylko się nie pchać XD
Znalazłam się w jakimś czymś. Sądząc po tym, że się poruszało najprawdopodobniej winda. Brak światła uniemożliwiał mi oceny wielkości windy ani co dokładniej było wokół. Ostrożnie wstałam i wybadałam ściany owej klitki w której się znalazłam. Była niewielka a sądząc po chłodzie ścian najpewniej metalowa. Znalazłam kąt i usiadłam w nim przymykając oczy. Odgłosy zwierząt nieco rozpraszały ale da się wytrzymać. Próbowałam sobie przypomnieć jak się tu znalazłam. Nic... dosłownie pustka w głowie. Nie pamiętałam nawet kim jestem ani gdzie jadę. Obawiałam się tego co mnie czeka. Nagle winda się zatrzymała. Otworzyłam szeroko oczy i zaczęłam wypatrywać Nieznanego. Przez szparę w suficie przebijały się promienie słoneczne. Odruchowo spięłam się i skuliłam w kącie gdy na zewnątrz usłyszałam głosy.
Ludzie... ludzie to zło... tylko... Dlaczego? Nie wiem, nie pamiętam. Jedyne co wiem, że nie wolno im ufać. Przygryzłam nerwowo wargę i przymknęłam oczy gdy ktoś otworzył wejście czy tam wyjście do mojego "więzienia".
- To dziewczyna! - usłyszałam czyjś głos. Z pod przymkniętych powiek próbowałam coś dojrzeć jednak promienie słońca padające na twarz skutecznie mi to utrudniały. Wzrok przyzwyczaił się już do światła więc zaczęłam przyglądać się owemu ktosiowi. Był to przedstawiciel płci męskiej. Wiek trudny do określenia... w sumie zawsze miałam z tym problemy... Owy ktoś zeskoczył do pudła i zbliżył się do mnie.
- Hej. Jak się czujesz? - spytał. Cała momentalnie się naprężyłam i szybkim skokiem wydostałam się na zewnątrz, gdzie jak się okazało trafiłam z deszczu pod rynnę. Więcej ludzi... i wszyscy wpatrzeni w moją osobę. Rozejrzałam się i szybko dostrzegłam wyłom w okręgu innych. Wystrzeliłam jak z bicza w tamtym kierunku. Zwinnym unikiem ominęłam osobę, która chciała mnie złapać i pognałam szaleńczym sprintem przed siebie. Przede mną zaczął rosnąć las, do którego z wielką radością się zbliżałam. Za mną słyszałam krzyki i nawoływania, jednak nie zwracałam na to uwagi. Chciałam po prostu być sama... Jak najdalej od innych. Zaczęłam opadać z sił. Oddech miałam przyśpieszony i nierównomierny. Czułam że zwalniam, jednak nie mogłam dopuścić. Nie mogli mnie złapać... Nie mogli... Ostatnim zrywem przyśpieszyłam i dopadłam lini drzew. Zerknęłam przez ramię. Byli blisko jednak teraz to ja miałam przewagę - kryjówki... Przebiegłam jeszcze parę metrów i dopadłam drzewo. Szybko, drżąc cała zaczęłam się wspinać po jego gałęziach. Przysiadłam na jednej z wyższych i z urywanym oddechem spojrzałam w dół. Oni wciąż mnie wołali... wciąż szukali... Ale po co? Tego nie wiedziałam. I nie chciałam wiedzieć... Próbowałam uspokoić oddech, co z trudem mi się udawało. W dole zaczęłam dostrzegać sylwetki innych... Oby nikt nie spojrzał w górę.
- O co im chodzi... - szepnęłam cicho obserwując ich.
Ktoś? Coś? Tylko się nie pchać XD
poniedziałek, 10 kwietnia 2017
"Lepiej zaliczać się do niektórych, niż do wszystkich."
Cytat: "Lepiej zaliczać się do niektórych, niż do wszystkich."
Imię: Sky
Pseudonim: Bardziej jej imienia nie da się skrócić
Płeć: Kobieta
Data urodzenia: 11.02.2214 |19 lat|
Pochodzenie: Ameryka północna
Relacje: Sky lubi samotność, jednak jak już musi to raczej dogaduje się z innymi.
Głos: Allysa Reid
Aparycja: Ciemne brązowe włosy mniej więcej za łopatki.
Ciemno orzechowe oczy i delikatny zarys twarzy.
Dość delikatna sylwetka, przez którą jest tzw "niewiastą" (czyli nie ma jak się bronić), jednak stara się nadrabiać to szybkością, wytrzymałością oraz zwinnością.
Szczery i słodki uśmiech tym bardziej nadają jej cech typowej dziewczyny co nie da sobie rady z najprostszym zadaniem.
Charakter: Sky jest introwertykiem... woli samotność a jak już to towarzystwo 1 może 2 osób. Czerpie energię ze świata wewnętrznego, tj. uczuć, idei, wrażeń, myśli zanim coś zrobi lub powie. Korzysta z pamięci długotrwałej, przez co często ma uczucie „pustki w głowie” i może mieć problemy ze znalezieniem odpowiedniego słowa podczas rozmowy, lepiej radzi sobie z zadaniami wymagającymi skupienia uwagi, co sprawia że często jest wykorzystywana do zadań wymagających myślenia. Nie lubi rozmów „o pogodzie”, jak do niej zagadujesz wal prosto z mostu.
Pod wpływem wielkiego stresu zdarza jej się "zgłupieć". Czyli kompletnie nie ogarnia świata...
Ogólnikowo rzecz ujmując do Sky trudno dotrzeć, jest zamknięta i skryta. Nie lubi tłumów oraz większych grup. Niewiele się odzywa, co czyni ją doskonałym słuchaczem ale kiepskim mówcą. Zawsze postara dać innym dobrą radę. Dla wszystkich (no prawie... nie licząc potworów) jest miła i spokojna. Każdy znajdzie w niej oparcie i pocieszycielkę w trudnych chwilach. Jak się do niej dobijesz przez mur, który zbudowała wokół siebie odkryjesz miłą, zabawną i czułą dziewczynę, co dla przyjaciół zrobi wszytko.
Sky nie jest typem przywódcy. Jednak jako doradcę śmiało możesz ją wziąć. Wnikliwie analizuje sytuacje i rozważa każde możliwe wyjścia. Nigdy nie podejmuje pochopnych wniosków i nie ocenia innych po pierwszym spotkaniu. Potrzebujesz ciszy i spokoju, ale boisz się samotności? Wpadnij do niej... Sky nigdy nie zacznie rozmowy pierwsza.
Umiejętności: Sky dzięki swoim niewielkim rozmiarom jest szybka i zwinna jednak przez to i słaba. Jest świetną biegaczką ale na krótkie dystanse. Jest świetną akrobatką i potrafi się wcisnąć w naprawdę małe i ciasne miejsca.
Praca: Mapownik
Orientacja: Heteroseksualna
Partner: A kto ją zechce?
Historia: Nie pamięta.
Ciekawostki: Sky dosłownie boi się ludzi... ale nie pamięta dlaczego.
Sterujący/Kontakt: Lia x3 (Howrse) LunaMoon122 (doggie)
"Zrań mnie mówiąc prawdę, ale nigdy nie pocieszaj kłamiąc"
| Buźki użyczył Theo James. |
Imię: Damon. Po prostu Damon...
Pseudonim: Dam... lub Danonek... jednak za to drugie możesz oberwać
Płeć: Mężczyzna... Nie widać?
Data urodzenia: 04.05.2212 | 21 lat|
Pochodzenie: USA
Relacje: Heheh... Damon uwielbia towarzystwo i dobrą zabawę... Dogada się z każdym... no prawie. Wyjątek to osoby sztywne i bez poczucia humoru.
Głos: Sheppard
Aparycja: Damon jest dość wysokim (180 cm) facetem o ponurym wyglądzie. Twarde rysy twarzy i ciemne spojrzenie to coś, co na pierwsze wrażenie robi z niego ponuraka. Krótko ścięte włosy oraz delikatny zarost... Taaa Damon to typowy facet. Dość solidnie zarysowane mięśnie brzucha oraz bicepsów i tricepsów aczkolwiek bez przesady. Dam posiada szczery uśmiech. Jego oczy mają to do siebie, że zmieniają barwę (nie no... żart. Po prostu tak się wydaje...) pod wpływem emocji.
Charakter: Damon mimo ponurego wyglądu jest osobnikiem towarzyskim. Lubi pracować w grupie i poznawać nowe osoby. Uwielbia żartować i robić głupie figle... Jednak wie kiedy trzeba przestać lub z kim nie zaczynać. Zdarza mu się być ponurym jednak rzadko. Niemal wcale... Na nim można polegać. Jak się za coś bierze to robi to solidnie i do końca. Jest dyskretny jeśli idzie o tajemnice lub delikatne sprawy. Rzadko się denerwuje, jednak jak już tak się zdarzy lepiej trzymać się z dala bo Dam należy do wybuchowych i agresywnych osób jak jest wściekły. Na co dzień to jednak jest miły, odważny, zawzięty i pewny siebie. Nie jest typem adoratora. Jak któraś mu się spodoba powie to prosto z mostu i zaakceptuje każdą odpowiedź na wyznania miłosne. W związku bywa zaborczy (więc panowie nie zarywać do jego przyszłej dziewczyny...). Czuły, oddany i romantyczny... coś jak ideał typowej dziewczyny...
Umiejętności: Damon jest w miarę szybki i zręczny oraz bardzo wytrzymały. Jednak brak mu zwinności. Dość dobrze orientuje się w terenie oraz potrafi odnaleźć się w każdej sytuacji. Rzadko kiedy panikuje.
Praca: Oracz.
Orientacja: Hetero
Partner: Mry mry która chętna?
Historia: Yhm... za dużo mu w głowie grzebali... nie pamięta nic...
Ciekawostki: Damon boi się... myszy.
Sterujący/Kontakt: Lia x3 (Howrse) LunaMoon122 (doggie)
Od Belli CD Virginii
Zapadła całkowita ciemność która nieustannie próbowała porwać ciche dźwięki wracając do mojego umysłu z co raz większą siłą niż kiedykolwiek. Szczerze mówiąc nie miałam jakich kolwiek szans a kolejna nieudana próba ucieczki by skończyła się wyrokiem śmierci. Pierwszy raz mogłam przyznać że to co właśnie zrobiłam było kompletnie nie przemyślane do końca - chciałam sprawiedliwości dającą mi wolność jak i pełne prawo do normalnego życia. Unormowania ich zasad do mojej jedynej prośby wydawało się dla większości moich analiz nie wykonalne. Aż do czasu kiedy ciemność wypełnił jasny odcień czerwieni ukazując wnętrze obiektu w którym przebywałam większość mojego czasu od ostatniego buntu, wszystko zrozumiałam. Właśnie w tej chwili wszystkie wspomnienia wróciły z wielkim bólem rozprzestrzeniającym się po każdej komórce mojego ciała które nie mogło już wytrzymać większego napięcia. Leżała tam cała sparaliżowana próbując rozpoznać obiekt w którym się znajdowała - pod plecami mogłam wyczuć zimną podłogę przypominającą mi jedynie o chłodnym powietrzu w zimę a ściany były zabezpieczone metalowymi piratami odbijającymi światło neonów. Wtedy doszłam do wniosku że znajduję się w niejakiej windzie, głęboko pod ziemią, o której tak wszyscy rozmawiali. Z zamyślenia przetrwało mnie delikatne szturchnięcie w ramię, od razu odwracając wzrok ujrzałam przed sobą ogromne zwierzę z wręcz złotą sierścią patrząc na mnie z niewyobrażalnym strachem w oczach. Niestety od tamtej chwili całość mi się urwało a przed oczyma miałam jedynie realistyczny sen o horrorze z przeszłości który teraz był jedynie rzeczywistością w postaci dreszcz'a.
Obudziłam się przez ogromny ból dobiegający z górnej części ciała - razem zlewając się z wyczerpanie i bezsilnością był on trzy razy gorszy niż wcześniej. Czułam jakby ktoś bez żadnej czułości zażywać mi otwartą ranę na barku wyrządzoną przez strażników przy ostatniej próbie ucieczki.
-Krwawiłaś, musiałam to obejrzeć abyś przypadkiem nie zaraziła się czymś lub złapała jakąś poważną infekcję.- usłyszałem kobiecy głos dobiegający z niedaleka, lecz co sekundę mogłam usłyszeć jak ta oto sobą zbliżają się do mnie co raz szybciej. Z ciekawości powoli otworzyłam oczy lecz oślepiające mnie światło które leniwie się przedzierało przez okno uniemożliwiało mi to, przy następnej próbie ostrożniej powtórzyłam całość. Swoimi niebieskimi tęczówkami zaczęłam się rozglądać. Nade mną stała jakaś brunetka zbyt bardzo zajęta swoim zajęciem aby zauważyć że już wstałam - wyglądała na jedną z nas. Jedną różnicą było to że jej skóra była bardziej spalona niż u nas, przebywających przez cały czas pod ziemią z daleka od słońca. Nadal przyglądając się brunetce zauważyłam również że w lewej dłoni trzyma dość zakrwawioną szarą szmatką a jej mina wskazywał jedynie niepokój.
-Nie jest chyba aż tak źle?- syknęłam z lekko zachrypniętym głosem przy następnym kontakcie igły z skórą, próbując się skupić na czymś innym niż bólu.- Gdzie się teraz znajdujemy?- zapytałem się wypuszczając delikatnie powietrze przez usta aby trochę się rozluźnić.
-Lepiej się nie ruszaj bo będzie mocno boleć.- odpowiedziała dość stanowczo patrząc na mnie. Aż ode chciało mi się zadawać kolejne pytania dotyczące naszej lokalizacji.- Już kończę.- dodała po chwili zanim igła znów przebiła moją skórę.- A nie chcemy stracić kolejnego strefera tym bardziej po jego pierwszego dniu pobytu w labiryncie.- dodała mierzyć mnie chłodnym wzrokiem który przeżywał mnie aż na wylot. Nie mogłam zrozumieć jej nietypowego zachowania - pomagała mi, a wyglądała na niezadowolony z swoich działań. Nic nie rozmawiała a jak już coś powiedziała to jedynie były to odpowiedzi na moje pytania po których w moim umyśle się rodziły kolejne nowe pomysły na rozmowę nawet jeśli by trwała ona niesamowicie krótko. Zimne traktowanie innych osób wcale nie różniło się od mojego ale przynajmniej miałam jakieś poczucie humoru, może beznadziejne ale je miałam.
-Lekarzem to ty chyba nie jesteś.- rzekami z nutką sarkazmu wrednie się uśmiechający w stronę dziewczyny z widocznym bólem na twarzy który nie chciał opuścić mojego wyczerpanego ciała. Ta nawet nie zareagowała na moje słowa usiadając na drewniane krzesło obok łóżka na którym właśnie leżałam. Widocznie zbytnio nie interesowała jej moja osoba bo ostatecznie zaczęła czytać jakąś starą książkę pokrytą kurzem z nie zbyt zadbają czerwoną okładką.
-Przepraszam że ci przeszkadzam ale jak tutaj trafiłam? Gdzie się teraz znajdujemy? I kim do cholery jesteś?- co każde kolejne pytanie mój głos stawał się co raz głośniejszy a frustracja na samą myśl o tym że nie dostanę odpowiedniej odpowiedzi zaczęła przejmować nade mną kontrolę. Nie wytrzymywałam chciałam dostać satysfakcjonującą odpowiedź ale patrząc na brunetkę wiedziałam że jej nigdy nie dostanę. Ta cała sytuacja zaczęła mnie przerasta nie tylko fizycznie a psychicznie - próbowałam wszystko sobie jakoś ułożyć w tych skłębionych myślach lecz to jest jak układanie puzzli do których nie ma nawet pasujących części. Nic nie pasowało jedynie teoria na temat dreszcz'u i ich planów dotyczących tak zwanych labiryntów. Z tego całego myślenia wyrwało mnie głośne dyszenie zmierzające w moją stronę - był to złoto włosy czworonóg z czarnym pyskiem który tak samo jak ja znajdował się w windzie. Delikatnie przeczesałam jego sierść opuszkami palców na karku aby następnie zacząć drapać to wielkie psiaki pod pyskiem.
-Przestraszyłeś mnie wcześniej.- szepnęłam z uśmiechem zakładając kosmyk ciemnych włosów spadających mi na twarz za ucho.
<Virginia?>
Obudziłam się przez ogromny ból dobiegający z górnej części ciała - razem zlewając się z wyczerpanie i bezsilnością był on trzy razy gorszy niż wcześniej. Czułam jakby ktoś bez żadnej czułości zażywać mi otwartą ranę na barku wyrządzoną przez strażników przy ostatniej próbie ucieczki.
-Krwawiłaś, musiałam to obejrzeć abyś przypadkiem nie zaraziła się czymś lub złapała jakąś poważną infekcję.- usłyszałem kobiecy głos dobiegający z niedaleka, lecz co sekundę mogłam usłyszeć jak ta oto sobą zbliżają się do mnie co raz szybciej. Z ciekawości powoli otworzyłam oczy lecz oślepiające mnie światło które leniwie się przedzierało przez okno uniemożliwiało mi to, przy następnej próbie ostrożniej powtórzyłam całość. Swoimi niebieskimi tęczówkami zaczęłam się rozglądać. Nade mną stała jakaś brunetka zbyt bardzo zajęta swoim zajęciem aby zauważyć że już wstałam - wyglądała na jedną z nas. Jedną różnicą było to że jej skóra była bardziej spalona niż u nas, przebywających przez cały czas pod ziemią z daleka od słońca. Nadal przyglądając się brunetce zauważyłam również że w lewej dłoni trzyma dość zakrwawioną szarą szmatką a jej mina wskazywał jedynie niepokój.
-Nie jest chyba aż tak źle?- syknęłam z lekko zachrypniętym głosem przy następnym kontakcie igły z skórą, próbując się skupić na czymś innym niż bólu.- Gdzie się teraz znajdujemy?- zapytałem się wypuszczając delikatnie powietrze przez usta aby trochę się rozluźnić.
-Lepiej się nie ruszaj bo będzie mocno boleć.- odpowiedziała dość stanowczo patrząc na mnie. Aż ode chciało mi się zadawać kolejne pytania dotyczące naszej lokalizacji.- Już kończę.- dodała po chwili zanim igła znów przebiła moją skórę.- A nie chcemy stracić kolejnego strefera tym bardziej po jego pierwszego dniu pobytu w labiryncie.- dodała mierzyć mnie chłodnym wzrokiem który przeżywał mnie aż na wylot. Nie mogłam zrozumieć jej nietypowego zachowania - pomagała mi, a wyglądała na niezadowolony z swoich działań. Nic nie rozmawiała a jak już coś powiedziała to jedynie były to odpowiedzi na moje pytania po których w moim umyśle się rodziły kolejne nowe pomysły na rozmowę nawet jeśli by trwała ona niesamowicie krótko. Zimne traktowanie innych osób wcale nie różniło się od mojego ale przynajmniej miałam jakieś poczucie humoru, może beznadziejne ale je miałam.
-Lekarzem to ty chyba nie jesteś.- rzekami z nutką sarkazmu wrednie się uśmiechający w stronę dziewczyny z widocznym bólem na twarzy który nie chciał opuścić mojego wyczerpanego ciała. Ta nawet nie zareagowała na moje słowa usiadając na drewniane krzesło obok łóżka na którym właśnie leżałam. Widocznie zbytnio nie interesowała jej moja osoba bo ostatecznie zaczęła czytać jakąś starą książkę pokrytą kurzem z nie zbyt zadbają czerwoną okładką.
-Przepraszam że ci przeszkadzam ale jak tutaj trafiłam? Gdzie się teraz znajdujemy? I kim do cholery jesteś?- co każde kolejne pytanie mój głos stawał się co raz głośniejszy a frustracja na samą myśl o tym że nie dostanę odpowiedniej odpowiedzi zaczęła przejmować nade mną kontrolę. Nie wytrzymywałam chciałam dostać satysfakcjonującą odpowiedź ale patrząc na brunetkę wiedziałam że jej nigdy nie dostanę. Ta cała sytuacja zaczęła mnie przerasta nie tylko fizycznie a psychicznie - próbowałam wszystko sobie jakoś ułożyć w tych skłębionych myślach lecz to jest jak układanie puzzli do których nie ma nawet pasujących części. Nic nie pasowało jedynie teoria na temat dreszcz'u i ich planów dotyczących tak zwanych labiryntów. Z tego całego myślenia wyrwało mnie głośne dyszenie zmierzające w moją stronę - był to złoto włosy czworonóg z czarnym pyskiem który tak samo jak ja znajdował się w windzie. Delikatnie przeczesałam jego sierść opuszkami palców na karku aby następnie zacząć drapać to wielkie psiaki pod pyskiem.
-Przestraszyłeś mnie wcześniej.- szepnęłam z uśmiechem zakładając kosmyk ciemnych włosów spadających mi na twarz za ucho.
<Virginia?>
Subskrybuj:
Posty (Atom)
